Büscher Wolfgang – Hartland. Pieszo przez Amerykę

hartland  Ta książka to relacja z amerykańskiej podróży niemieckiego pisarza i dziennikarza – podróży niezwykłej, bo – na piechotę. Autor przeszedł całe Stany Zjednoczone z północy na południe mniej więcej przez środek kraju – od kanadyjskiej granicy z Północną Dakotą aż do granicy meksykańskiej w Tijuanie. I to jest zarówno siła, jak i słabość jego książki. Siła, bo poznał kraj zupełnie inaczej niż z samochodu czy pociągu, nie mówiąc o samolocie. A słabość – bo to poznanie siłą rzeczy było fragmentaryczne i przypadkowe, uzależnione od  okoliczności i ludzi na których akurat trafił. Pełno tu za to opowieści o ludziach, których spotkał po drodze, kiedy szedł przez Nebraskę, Kansas czy Teksas – ludziach bardzo różnych, poczynając od strażników granicznych przez farmerów, Indian, sekciarzy, archetypicznie rasistowskich południowców aż po teksańskie stare damy. Współczesność miesza się z historią, zresztą dość dziwną dla Europejczyka – coś, co ma sto lat jest historyczne i sławne na cały stan, a to, co ma dwieście – to już w ogóle…  Ludzie powtarzają miejskie legendy, ale też potrafią popatrzeć na otaczający ich świat z nieoczekiwaną mądrością i zrozumieniem. No i przyroda – daje przestrzenie i piękno, ale też może zabić – jak wiatr to od razu niemal huragan, jak śnieg to bardzo szybka utrata orientacji, jak preria to i zwierzątka – nie wszystkie przyjazne. Stąd podtytuł Hartland – to nazwa napotkanego na północy byłego miasteczka, niby bezludnego od lat i rozpadającego się, ale jednak na swój dziwny sposób magicznego. A scena, która zrobiła na mnie największe wrażenie to ta, w której autor trafia do  knajpy założonej przez byłego pilota bombowca a prowadzonej obecnie przez jego syna, w której wszystkie ściany wytapetowane są ogromnymi zdjęciami zrobionymi w czasie II wojny światowej z Latającej Fortecy B-17 zrzucającej bomby na Niemcy.

To prawda, że lektura była nieco trudna – rwana i fragmentaryczna narracja, pewnego rodzaju przypadkowość i pozorny brak konstrukcji – ale jednak na swój sposób ciekawa.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *