Hamilton Peter F. – Judasz Wyzwolony (t. 1 i 2)

15161830 Nie jest mi łatwo z tą książką. Dwa tomy pierwszej części, Gwiazdy Pandory – Ekspedycję oraz Inwazję – łyknąłem niemal „na raz” i wychwalałem pod niebiosa. Podobało mi się tam niemal wszystko, a zastrzeżeń właściwie nie miałem.

Judasz Wyzwolony to właściwie… jeszcze więcej tego samego. Wiadomo, że trafiło się na niezłego autora kiedy to jest największy zarzut. To jest dalej ten sam Hamilton: solidny, skuteczny fachowiec. Warsztat – pierwsza klasa. Świat spójny, chwilami nawet za bardzo. Jego bohaterowie się nie spłaszczyli, dalej mają swoje cele i motywacje – choć kierują ich one wszystkie w mniej więcej tą samą stronę, to zupełnie różnymi drogami. Chciałoby się powiedzieć – skoro jest technika, to powinny być punkty.

A mimo to czegoś mi tutaj brakuje. Może dlatego, że nie robię już tak często „wow” pod nosem jak podczas lektury Gwiazdy Pandory.

Pisałem o Ekspedycji:

(…) zaś kończy się to wszystko jeszcze większym wybuchem, i cliffhangerem który aż bolał, kiedy zrozumiałem że oto właśnie dotarłem do końca książki i tak naprawdę nie wiem nic. Dłuższą chwilę zajęło mi wypuszczenie trwożnie wstrzymanego oddechu.

I tak właśnie było! Ale wszystkie te pomysły które powodowały, że czytając Gwiazdę Pandory robiło się „wow” co dwie strony wtedy były nowe. Po trzeciej książce po prostu przywyka się do tych kosmitów, do ludzi żyjących niemal wiecznie dzięki rejuwenacji i przeszczepom pamięci, do dynastii tak bogatych że mają własne planety. Przez to nawet kiedy Hamilton pozwala swoim postaciom znowu wykorzystać fizykę by stworzyć coś niesamowitego, nie ma „wow”.

I to wcale nie wynika z tego, że z książką jest coś nie tak. Wręcz przeciwnie: jest świetna. Tak jak wcześniejsze. Ani mniej, ani bardziej. Oryginalnie to miała być część zarzutu, że zamiast być jeszcze lepiej, było po prostu równo. Sam siebie jednak ofuknąłem – poprzeczka i tak jest zawieszona absurdalnie wysoko. Dlaczego autor miałby ją podnosić? Oto co się stało: całkowicie niepostrzeżenie Hamilton totalnie rozpuścił sobie mnie, jako czytelnika, dając mi co chwilę nową, fajną zabawkę. Przez to kolejne zabawki, nawet jeszcze fajniejsze, już tak nie cieszą jak te na początku.

Wspominałem we wstępie, że autor stworzył świat nawet trochę zbyt spójny. Do tego się akurat przyczepię. Wszystkie postaci – a dramatis personae na etapie drugiego tomu Judasza Wyzwolonego liczy sobie dobre kilkadziesiąt osób – są ze sobą powiązane. Bo ten zna tego, a tamten też go zna, a ci się spotkali a ci się nienawidzą… W pewnym sensie jest to powód do gratulacji: nie każdy byłby w stanie skomplikowanymi ścieżkami przeprowadzić mnóstwo osób przez złożony świat tak, żeby na końcu niemal wszystkie wylądowały w jednym miejscu. Ale też po którymś kolejnym razie gdy odsłaniane jest miejsce danego puzzla w układance ma się ochotę już tylko westchnąć – i cichą nadzieję, że któraś postać jednak była od czapy i bez znaczenia. Mini-spoiler: tak nie jest. Daję słowo, istotna jest nawet kelnerka która kiedyś-tam nalała jednemu z bohaterów kawy. W pewnym sensie jest to dość ekstremalny rodzaj czechowowskiej strzelby, ale ma pewien minus.

Jeżeli odpowiednio wcześnie zauważy się ten trend i przyjmie że wszystkie postaci będą tak powiązane, lektura książki robi się dość… nie, nie nudna: mimo wszystko dalszych ścieżek bohaterów do końcowego punktu nie znamy. Ale bardzo liniowa: łatwo się domyślić, jak będzie musiał wyglądać „koniec trasy”. Nie można też mówić o żadnym cliffhangerze – oba tomy przeczytałem ciurkiem i wydaje mi się, że powinny były zostać wydane jako jedna książka. W przeciwieństwie do Gwiazdy Pandory, w której czas akcji obu tomów jest od siebie wyraźnie oddzielony, między tomami Judasza Wyzwolonego mija jakieś pięć minut. Na takim okresie czasowym nawet Hamilton nie dał rady zawiesić cliffhangera. Z Wikipedii wynika jednakże, że Hamilton po prostu lubi pisać w ten sposób (serie złożone z wielu książek po dwa tomy) – cóż, kto mu zabroni. Każdy ma swojego bzika.

Jestem nastawiony ambiwalentnie do tej książki i to chyba widać. Z jednej strony – jeżeli przeczytaliście już Gwiazdę Pandory, definitywnie powinniście dokończyć tą historię i przeczytać Judasza. Warto, bo jest świetna i epicka. Oraz – bo historie o statkach i kosmitach to niemal zawsze, na jakimś poziomie, komentarz dotyczący nas samych. A takie komentarze warto choćby przyjąć do wiadomości. Szczególnie w dzisiejszych czasach kiedy trochę obawiamy się „obcych”, niekoniecznie w postaci kosmicznych ludzików.

W dużych dawkach Hamilton męczy. Warto wziąć na to poprawkę – ale też należy Judasza Wyzwolonego przeczytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *