Hendel Paulina – Zapomniana księga. T.2 Tropiciel

2 out of 5 stars (2 / 5) Drugi tom przygód Huberta w świecie post-apokaliptycznym zdecydowanie zawiódł moje oczekiwania. Początek mało zaskakujący, ostatecznie, po takiej jatce jaką urządziła swoim bohaterem autorka na koniec tomu drugiego, inny być nie mógł, (trzeba było jakoś ten bałagan posprzątać!) ciąg dalszy średnio logicznie osadzony, a skłonność do zapętlania akcji, mocno męcząca.  Wątek końca świata nieco niedorobiony, a wątek nazwijmy go miłosny – wysoce rozczarowujący.Autorka mocno doświadczyła naszego bohatera w pierwszym tomie. Zmagał się z pytaniami bez odpowiedzi, z poczuciem tego, że jest odpowiedzialny za apokalipsę i śmierć przyjaciela, z własnym zagubieniem i obsesją na temat demonów.  Więc w tomie drugim, chyba dla równowagi Paulina Hendel sprawia, że Hubert Sierpień staje się męskim odpowiednikiem Marysi Sójki. Wszystko mu wychodzi,  wszystko wie, wszystko potrafi, a jak nie potrafi to i tak mu się uda,  bo jego poziom zajebistości sięga zenitu. No klękajcie narody. I tylko to paskudne otoczenie jakoś mu wierzyć nie chce i traktuje momentami jak smarkacza. Zresztą Hubert bardzo stara się tym smarkaczem być. Uwierzcie mi na słowo, naprawdę miałam wrażenie,  że autorka stara się ze wszystkich sił obrzydzić nam swojego bohatera. Jak był niedorostkiem, tak niedorostkiem pozostał. A co gorsza, z jakiegoś powodu niedojrzali wydają się również otaczający go dorośli. Wątek miłosny – równie rozczarowujący jak w pierwszym tomie. Na plus zaliczam trochę większą dawkę informacji o demonach, choć nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że autorka zrobiła dość pobieżny research, by nie powiedzieć, że oparła się wprost na wikipedii, a mityczna demonologia, książka która w pierwszym tomie stała się powodem śmierci przyjaciół Huberta  sprawia na mnie wrażenie czegoś w rodzaju 5-cio minutowego przewodnika po….  Naprawdę w bibliotece nie było ciekawszych pozycji? No litości, a podobno to była wielka biblioteka uniwersytecka! A książka jak z osiedlowej biblioteki dla dzieci…..
Akcja pomyka dość żwawo, choć miejscami kręci się jak pies za własnym ogonem, a miejscami bierze zdecydowany rozbrat z rozumem. I kiedy już nie wiadomo co robić dalej i robi się nudnawo, pojawia się on… nasz ulubiony ciąg dalszy i szybko podrzuca jakiegoś demona, którego główny bohater wyczuje. A jak nie on, to chociaż Zuza… I tak się kręci do samego końca.

Mam nadzieję, że w kolejnych tomach Hubert nie wróci znowu do początku i jednak trochę chociaż dorośnie, a Zapomniana księga przejdzie z ligi ” pomysł świetny wykonanie tak sobie” do ligi “pomysł świetny wykonanie niezłe”, a może i wyżej. Czego autorce Żniwiarza z całego serca życzę.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *