Jack Campbell – Nieulękły (Zaginiona flota tom I)

zaginiona-flota-nieulekly

Flota Sojuszu znajduje w przestrzeni kosmicznej kapsułę z zahibernowanym Jackiem „Black Jackiem” Gearym – jednym z pierwszych bohaterów wojny. Kapitan obudzony ze stuletniego snu dowiaduje się, że wojna dalej trwa, nikt nadal nie wie czemu się zaczęła i że zwyczaje we flocie zmieniły się drastycznie.
Na dodatek głównodowodzący przed śmiercią wyznacza go na zastępcę i prosi, żeby doprowadził flotę do domu. Co jest zadaniem z cyklu “cuda zajmują mi trochę więcej czasu niż rzeczy niemożliwe”, bo całe towarzystwo znajduje się w środku wrogiego terytorium i jest otoczone przeważającymi siłami wroga. Jakby problemów było mało to przypadkowy głównodowodzący został jeszcze uszczęśliwiony dostępem do tajemnicy państwowej – na pokładzie jednego ze statków jest klucz do hipernetu – systemu, który pozwala się przenosić między planetami w mgnieniu oka, jeśli oczywiście w układzie jest terminal. Żeby z niego skorzystać potrzebny jest rzeczony klucz (nie ważne, że ustrojstwo jest wielkości sporego garażu i na dodatek nikt nie wie jak działa). Niby nic szczególnego gdyby nie to, że jest to klucz do hipernetu przeciwników i dowiezienie go do domu jest bardziej istotne niż uratowanie statków.
Wroga flota Syndyków nie jest jedynym problemem Geary’ego. Równie problematyczni są dowódcy jego własnych statków. Jedni dlatego, że wpatrują się w niego jak w zesłany im na pomoc żywy mit, a drudzy, bo uważają, że należałoby się go pozbyć. Jako dodatek do wojskowych jest podejrzliwa współprezydent Rione, która cały czas patrzy mu na ręce.
Ten podział w szeregach i wredny polityk jako głos rozsądku, lub pretekst do tłumaczenia wojskowych posunięć (jako, że jest jedynym cywilem w promieniu kilku lat świetlnych) są dobrze pomyślane i mocno wpływają na realność całej sytuacji.
Gaery jest dowódcą idealnym – uczy się, polega na podwładnych, stara się nie popełniać błędów i cały czas myśli o tym co się stanie, kiedy flota przestanie w nim widzieć bohatera, którym nigdy nie był. I to jest największym problemem, kapitan myśli na ten temat często i gęsto, co jest nużące i na dodatek znamy tylko jego odczucia i to jak według niego jego samego odbierają go inni.  To nie jest Honor Harrington, którą poznajemy głównie dzięki przemyśleniom innych bohaterów. W Nieulękłym jest tylko „ja, ja i ja” co szybko robi się męczące. Bezpośrednio poznajemy tylko zdanie prezydent Rione, które na dodatek wynika z jej paranoi, a nie z tego co się faktycznie dzieje.
Wojna pokazana jest w podobnie jednostronny sposób – nie wiemy nic o flocie Syndyków (poza tym, że to są ci źli), nie znamy ich motywów (poza tym, że są wyznawcami jedynej słusznej partii politycznej). Zresztą co tam Syndycy, o światach Sojuszu też nic nie wiemy.
Ku mojemu zaskoczeniu tytuł książki i pojawiające się od czasu do czasu patetyczne mowy są w pełni uzasadnione sytuacją floty, jej podejściem do wojny i życia, co jest jednym z ciekawszych pomysłów. Niestety gdzieś pod koniec tomu pojawiają się wzmianki o obcych i mam złe przeczucia, że ten wątek  będzie kontynuowany.
Nie da się ukryć, że Campbell Weberem nie jest (porównanie tego typu SF do cyklu Honor Harrington jest trudne do uniknięcia) i dużo rzeczy brakowało mi w Nieulękłym – głównie wielowymiarowego spojrzenia na wydarzenia i bohaterów. Jednak są też pewne plusy – np. pomysł okrętów zaopatrzeniowych i to, że autor pamięta, że manewry odbywają się w twójwymiarze, o czym Weber potrafi zapomnieć.
To dopiero pierwszy tom Zaginionej floty i jest duża szansa na ciekawy rozwój fabuły i postaci. Drugi tom już czeka na półce.
Całkiem niezłe

One thought on “Jack Campbell – Nieulękły (Zaginiona flota tom I)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *