Kiernan Celine – Trylogia Moorehawke. Tom 1. Zatruty tron

1.5 out of 5 stars (1,5 / 5)
Wynter razem ze swoim ojcem, Obrońcą Tronu – Lordem Moorehawke, wraca na dwór. I odkrywa, że podczas kilku lat jej nieobecności wiele się zmieniło – duchy jej unikają, koty nie chcą z nikim rozmawiać, a następcą został syn z nieprawego łoża.
Niestety duchy i gadające koty są jedynymi elementami fantasy jakie dostajemy w tym tomie. I przyznaję, że zarówno pomysł jak i wykorzystanie obu elementów są oryginalne i ciekawe. Są też jednym z niewielu plusów powieści. Cała reszta to dowolne europejskie królestwo we wczesnym średniowieczu albo początkach renesansu, trudno wyczuć w sumie.
Królestwo, co prawda, jest dosyć dziwne, bo Obrońca Tronu jest jednocześnie lordem i cieślą. I to cieślą nie tylko tytularnym – wyrzeźbił królewską bibliotekę. Jego córka też zresztą z równą wprawą posługuje się intrygami, co dłutami. Przynajmniej w teorii.
Bo Wynter jest jedną z najbardziej niekonsekwentnych postaci z jakimi miałam okazję się zetknąć. Pod tym względem jedyną konkurencją dla bohaterki jest tylko postać króla. Nasza heroina albo produkuje mądrości życiowe godne doświadczonej damy dworu i przewiduje intrygi trzy ruchy do przodu, albo sama się policzkuje na uspokojenie czy też stara się nie płakać bo kot był dla niej niemiły. Król za to jest w stanie komuś rozbić głowę o najbliższe drzewo, bo akurat go poniosło, a potem zachowywać się jak skruszony dzieciak, kiedy kogoś przypadkiem obudzi. Zresztą cały dwór jest równie niekonsekwentny – niby wszyscy boją się króla, który nagle wszystkie przewiny traktuje jak Królowa Kier z Alicji, ale dworzanie jawnie, wyraźnie i publicznie okazują niechęć oficjalnemu następcy. I jakoś uchodzi im to na sucho.
Jednak większym problemem jest to, że przez całą książkę nic się nie dzieje. Wynter szuka potworów spod łóżka, których być może wcale tam nie ma, a czytelnik nie dowiaduje się niczego. Ani tego jakim cudem królestwo w ciągu kliku lat się zmieniło, ani co się stało z poprzednim następcą, ani co pomieszało w głowie królowi. Nie dostajemy ani akcji, ani odpowiedzi. Za to każdy posiłek i kawałek ubrania jest opisany w najdrobniejszych szczegółach. Całość ciągnie się jak flaki z olejem i trzeba często powstrzymywać ziewanie.
Poza elementami fantastycznymi jest jeden element opisany dobrze i konsekwentnie – relacje między bohaterami. Zarówno relacja Wynter z ojcem, jak i przyjaźń między nią a Razim. Dobrze wypada też tworzenie się relacji z Christophem, przyjacielem księcia.
Dobry środek nasenny. Pozostałe tomy zostały wydane po polsku, ale ja zdecydowanie je sobie daruję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.