Mayer Shannon , Breene F.K. – Próby śmierci. Akademia Mrocznych Zaklęć. Tom 1

2.5 out of 5 stars (2,5 / 5)
Wyobrażaliście sobie kiedyś co by się stało jakby ktoś połączył w jedno dwie najpopularniejsze serie młodzieżowe? Autorki najwyraźniej sobie wyobraziły, bo dostajemy skrzyżowanie Igrzysk Śmierci z Harrym Potterem. Doprawione szczyptą Mulan.
Billy, młodszy brat Wild, dostaje zaproszenie na Próby Śmierci. Zaproszenie jest z cyklu: przyjedziesz albo… Ich starszy brat zginął podczas Prób parę lat temu, więc Wild uznaje, że jej nieletni braciszek nie ma szans i postanawia zająć jego miejsce.
Przedtem jednak czeka ją inna próba – próba wyciągnięcia od ojca jakichkolwiek informacji na temat Akademii, co samo w sobie jest orką na ugorze. I najgorszym możliwym, najbardziej ogranym i irytującym motywem w literaturze fantastycznej. Metoda „nic nie mówienia”, żeby wprowadzić bohatera w świat razem z czytelnikiem jest bolesna sama w sobie, a tu tym bardziej nie miałaby prawa zadziałać – w końcu starszy brat bohaterki już to przerabiał.
Znanych motywów znajdziemy tu więcej – zaczynając od bohaterki – Wild to mniej dystopijna wersja Katniss: ma na głowie farmę, rodzeństwo i na dodatek poluje. Akademia jest podzielona na na domy, ale zamiast gadatliwego kapelusza mamy tytułowe Próby; wyglądające trochę jak skrzyżowanie Igrzysk Śmierci z grą w Dungeons & Dragons. Wild podczas pierwszego testu zbiera przypadkiem równie przypadkową drużynę i można się domyślać, że ta zbieranina (nie wiadomo dlaczego kojarząca się z klasycznym zestawem RPG) będzie jej towarzyszyć podczas pozostałych prób. Jedną z większych dziur w fabule jest wątek a’la Mulan – niby jakim cudem Wild miałaby się skutecznie ukrywać jako facet w męskim akademiku?
Historia nie jest zła, ale zdecydowanie brakuje jej uroku któregokolwiek z pierwowzorów. O świeżości pomysłu nie wspominając. Mimo tego, że trup ściele się gęsto a bohaterowie mają po osiemnaście lat, zdecydowanie brakuje napięcia a całość jest lekko infantylna. Pierwszy tom Harrego Pottera, mimo że był przeznaczony dla zdecydowanie młodszych czytelników, miał więcej napięcia, a poczucie zagrożenia było bardziej namacalne. W Akademii możliwa śmierć bohaterów kojarzy się raczej z grą wideo – ot, wczyta się ostatniego save’a.
Postać Wild jest ledwo zarysowana i bardziej bazuje na tym, że jest odbiciem Katniss, niż na jakichkolwiek indywidualnych cechach. Świat również mocno opiera się na znanych motywach i ciężko w nim znaleźć coś nowego czy oryginalnego. Poza tym autorki chyba wzięły sobie metodę swojego bohatera, ojca Wild, do serca – im mniej wiedzą czytelnicy, tym lepiej.
Takie sobie czytadełko. Czyta się bezboleśnie, niezbyt zapada w pamięć i przypomina odgrzewany kotlet.
Zdecydowanie szkoda mi czasu, żeby sięgnąć po tom drugi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.