Lidia Kossakowska – Zakon Krańca Świata t.2 (dwugłos)

Jak przystało na książkę osadzoną w klimatach postapokalipsy w drugim tomie nasz bohater wyrusza wreszcie w drogę. I całe szczęście, bo jego miotanie się po mieście, zmaganie z wyrzutami sumienia z powodu cierpienia Miriam oraz grzęźnięcie w metafizycznych snach zaczynało już powoli być męczące, by nie powiedzieć wprost, że potężnie nudziło. Tak więc nasz bohater wędruje ku wielkiemu drzewu odkrywając nowe krainy, a my wraz z nim. A po drodze wiodą go chyba jakieś dobre duchy, bo z wszystkich opresji wychodzi obronną ręką chociaż nie da się ukryć, że obrywa solidnie. Na całe szczęście autorce udało się zachować zdrowy rozsądek i wypośrodkować cierpienie bohatera, nie ma zatem obawy, że w którymś momencie odłożymy książkę zdegustowani wyraźną radochą jaką sprawia autorowi torturowanie bohaterów, czy popukamy się w czoło, stwierdzając, że z tej czy innej grandy pan Berg nie miał prawa wyjść tak mało poturbowany. Akcja toczy się wartko, poznajemy coraz to nowe postacie, mistyka na całe szczęście została upchnięta do kata i tylko od czasu do czasu wytyka z niego nos więc tom drugi czyta się całkiem przyjemnie. Momentami nawet się przy tym chichocze, bo z Kossakowskiej to tu to tam wyłazi ironistka parodiująca naszą rzeczywistość. Mamy więc karykaturę feministek, mamy maleńką ostoję – dawną placówkę badawczą, w której na dobrą sprawę nie ostało się nic poza nazwami ( w pracowni hydrologicznej możemy na przykład dokonać puryfikacji – czyli mówiąc wprost szacowna pracownia to zwyczajna łazienka z wannami…). Bergson dociera wreszcie do siedziby tajemniczego zakonu i razem z nim przeżywamy potężne rozczarowanie. Zakon jest nudny. Sterylny, zadbany i odczłowieczony. I w zasadzie trudno się temu dziwić skoro opanowały go klony, albo cyborgi – tego autorka nie wyjaśnia do końca. Ot kumple Angelosa i tyle. W zakonie nie ma mistyki, tajemnicy, dreszczyku. Jest plastikowy jak i całe otoczenie. W zderzeniu z poprzednimi przygodami Bergsona wypada fatalnie. Owszem, „tam” nie było łóżek, jedzenia, światła i ciepłej wody, ale było jakieś prawdziwe życie. „Tu” jest bezpieczeństwo, i wszelkie wygody, ale… nie ma tego czego czegoś, co sprawia, że życie ma smak. Nic dziwnego ze bohater wybywa z tej oazy nijakości przy pierwszej nadarzającej się okazji.Czytelnik, znudzony plastikowym nijakim światem w całej rozciągłości popiera wybór Bergsona. Przy okazji pojawia się refleksja – przynajmniej u takiej starej krowy jak ja, która zdążyła w swoim życiu zaznać wielu atrakcji dziś już dla normalnych dzieci niedostępnych, ( ganiała po ciepłych kałużach na bosaka, wyjadała miód prosto z ula, rąbała drewno, spadała z drzew i td itp.) – czyż nasze życie nie zmierza powoli do takiego właśnie uplastikowienia? Blehh koszmarna wizja….
Wracając do książki niestety na koniec zapomniana już mistyka i szamanizm wyłażą z kąta. Nasz bohater dostępuje przejścia i przemiany i staje się wybrańcem. A czytelnik zostaje z niedosytem i chyba jednak z lekkim niesmakiem.
dobra z minusem

___________________________________________________________________________________by Lashana

 

Lars męczony wyrzutami sumienia i mistycznymi snami postanawia w końcu opuścić miasto. Dzięki temu dostajemy klasyczną (filmową) postapokalipsę, czyli powieść drogi w zniszczonym krajobrazie. Bohater wędruje do tytułowego Zakonu trafiając po drodze to do resztek laboratorium badawczego to do szałasu szamana. Kiedy w końcu dociera na miejsce, zdecydowanie nie jest to to czego grabieżca się spodziewał.
Niestety wysyłając bohatera w podróż Kossakowska odebrała jednocześnie czytelnikowi oba niezwykłe światy dając zamiast tego pustkowia, mistyczne sny i szamanistyczną podróż. Jeśli ktoś lubi mistykę i szamanizm, powinien się dobrze bawić. Ja o szamanizmie się naczytałam dość i mówiąc szczerze książka mnie zmęczyła – bohater się męczył podczas podróży, a ja razem z nim.
Pierwszy tom czytało mi się zdecydowanie lepiej – mniej mistyki, ciekawe światy i więcej bohaterów wchodzących w interakcje z Bergiem sprawiało, że czytało się lepiej.
Całkiem niezłe.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *