Lidia Kossakowska – Zakon krańca świata t.1 (dwugłos)

No i doczekaliśmy się kolejnej książki eksploatującej tematy postapokaliptyczne napisanej przez Polaka. A dokładniej przez Polkę. Tym razem temat „co by było gdyby świat który znamy się skończył” wzięła na warsztat Lidia Kossakowska. Autorkę znałam już wcześniej z dwóch bardzo nierównych książek – znakomitego „Siewcy wiatru” i nijakiej by nie powiedzieć słabawej „Rudej sfory”.
Tom pierwszy wprowadza nas w całkiem ciekawy świat. Wszyscy co więksi kapłani bóstw wszelakich dogadali się miedzy sobą i zrobili „machniom”. Rozdzielili rzeczywistości, swoich wyznawców zabrali w jedną rzeczywistość gdzie jest pięknie i cudownie, przynajmniej w założeniu, a resztę ludzkości zostawili w zrujnowanym świecie. I tamtym świecie rządzi.. no właśnie… trudno to nazwać wysublimowaną technologią trudno to nazwać magią. najbliższe wydaje mi się określenie technologia podrasowana magią. Ale, że natura próżni nie lubi, w „tym” świecie zaczęli się pojawiać ludzie będący w stanie przejść do „Tam”. I zaraz za nimi pojawiła się technologia pozwalająca materializować to co udało się zdobyć, ukraść , pozyskać w tamtym świecie. Główny bohater, Berg jest właśnie taką utalentowaną osobą. Nie tylko umie przeniknąć to świata Władców blasku i wrócić w jednym kawałku (co wcale takie oczywiste nie jest) ale przynosi też wyjątkowe zdobycze. I żyje sobie dobrze i spokojnie (choć to jego życie podszyte jest sporą dawką goryczy) – do momentu, kiedy w jego życiu pojawia się Miriam. Dziewczyna wychowana w sekcie, której do głowy nawciskano średniowiecznych zgoła głupot, posiada samoistny dar przejścia. Drogi Berga i Miriam krzyżują się i od tego czasu nic już nie jest takie jak powinno. Bo złośliwy los zrządził, że od spotkania z Miriam świat Berga nie tylko stanie na głowie. Stanie na głowie, wywinie kozła i zacznie nieuchronnie zdążać do katastrofy.

Autorka na całe szczęście wstrzymuje się w tym tomie od raczenia czytelnika szamanizmem, oraz papą filozoficzno – mesjanistyczno – mistyczno – okultystyczną i skupia się na odmalowaniu klimatu świata oraz postaci bohaterów, więc książkę czyta się dobrze i nawet z przyjemnością. Bez trudu dajemy się wciągnąć w akcję, kibicujemy Bergowi, łapiemy się za głowę nad głupotą Miriam, zastanawiamy jak my byśmy się czuli postawieni w sytuacji nieszczęsnego grabieżcy, czasem kiwamy głową nad niedomyślnością i brakiem wyczucia u Larsa Bergsona. Po prostu kawał dobrej roboty napisany przy tym ładnym poprawnym językiem, co jak wiadomo w dzisiejszej literaturze jest coraz rzadsze.

Dobre.

______________________________________________________________________________by Lashana

 

Apokalipsa została wyprodukowana na zawołanie, a właściwie z woli kapłanów wszystkich większych religii, których wyznawcy wylądowali w lepszej wersji rzeczywistości. Jednak ci, którzy się na przeprowadzkę nie załapali żyją w nieciekawym, zniszczonym świecie gangów, blokowisk i grabieżców. Grabieżcy z pomocą daru, szkolenia i odpowiedniej maszynerii mogą nie tylko przenosić się do światów Władców Blasku, ale też kraść ich technologie. Lars jest jednym z pozyskiwaczy pracujących na własny rachunek, żyje mu się w miarę spokojnie i w miarę dostatnio dopóki nie ratuje Miriam. Dziewczyna z Czajnika, czyli sekty, która nic nie wie o świecie w którym żyje, o świecie Władców nie wspominając, a ku utrapieniu Larsa ma dar przejścia, którego nie kontroluje.
Postapokalipsa w wykonaniu Kossakowskiej jest nietypowa i bardzo plastycznie opisana, zwłaszcza świat Władców Blasku i Ogród Larsa. Ciekawa technologia pomieszana z magią dodają całości uroku i oryginalności, i spore tomiszcze czyta się błyskawicznie.
Dobre

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *