Pamuła Anna – Polacos. Chajka płynie do Kostaryki

O żydowskiej emigracji za ocean nie wiem prawie nic. Więcej wszak słyszało się o wyjazdach do Palestyny, na tereny świeżo powstałego państwa Izrael. Z tym większą zatem ciekawością sięgnęłam po reportaż Anny Pamuły, przedstawiający emigrację polskich Żydów do Ameryki południowej, w szczególności do Kostaryki.Książka opowiada o emigracji która nastąpiła w czasach które w naszej historii zwykliśmy określać II Rzeczpospolitą. Niektóre historie zatrącają już o czas  II wojny światowej, generalnie jednak są to historie ludzi którzy wyruszyli do mitycznego kraju za oceanem, nie za bardzo wiedząc gdzie jadą. Większość z nich myślało wręcz, że jedzie do USA. Ameryka, Kostaryka jak nieuważnie słuchać brzmi prawie tak samo, a nieuczciwi agenci sprzedający bilety żerowali na tej niewiedzy ile wlezie. To również czas kiedy USA zaczęło się zamykać przed wielką falą emigrantów żydowskiego pochodzenia i dla niejednego mieszkańca sztetla w Polsce okazało się, że ich ziemia obiecana już zamknęła drzwi. Zostali za nimi, w egzotycznych krajach i to tam musieli sobie jakoś układać życie. To do tych krajów – Argentyny, Brazylii, Kolumbii, Kostaryki wprowadzali swoje rodziny.

Autorka zaoferowała mi dwa zaskoczenia – pierwszym z nich była skala emigracji oraz fakt jak wiele ci przybysze z Polski wnieśli w życie kraju w którym przyszło im zapuścić korzenie. Był nawet prezydent Kostaryki o takich polsko- żydowskich korzeniach. Drugim zaskoczeniem, niestety na minus, był żal i uraza do kraju z którego wyemigrowali. Nie mogłam sobie z tym poradzić  czasie lektury i dalej nie mogę. Naprawdę byliśmy takim strasznym krajem? Ani jednego dobrego wspomnienia? O ile na początku reportażu ta nuta nie brzmi jeszcze  tak mocno, o tyle pod sam koniec w zasadzie słychać już tylko ją. I to boli. Zastanawiam się, na ile na jej moc miał wpływ zawód związany z “amerykańskim snem”. Wszak miało być tak pięknie w Ameryce. A wyszło – czasem pięknie, a czasem nie – w Kostaryce.

A poza tym, jest to kawał dobrej reporterskiej roboty, sprawnie i bez zbędnych upiększeń napisany.

I każdy musi sam zdecydować czy chce tę książkę czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *