Rolska Jagna – SeeIT (dwugłos)

Ten koncept znamy już z niejednej książki  i niejednego filmu czy serialu. Oto w ginącym świecie bogata mniejszość urządziła sobie całkiem niezłe życie. Posiadłości, naturalne jedzenie, władza, przyjemności, przedłużane życie. Całkiem dosłownie żyć nie umierać.  Cała reszta świata ma zdecydowanie gorzej. Cała reszta świata… żyje w wirtualnym kłamstwie.Kontrolowana na każdym kroku, odarta  nawet z podstawowych uczuć i emocji ma tylko jedno zadanie – pracować przymierając głodem, lub stać się pokarmem dla pracujących. Okłamywani przez wszczepione oprogramowanie ludzie nie mają zielonego pojęcia, że ich świat to jedna wielka ruina. Że tak naprawdę żyją w matrixie.

Wbrew moim obawom, książka oparta o wyświechtany koncept nie była jedną więcej kalką i wariacją na temat przygód Neo. A jeśli nawet była, to nakreśloną tak delikatnymi liniami, że nie przeszkadzało to w lekturze. Rzecz jasna można i tu znaleźć wady. Pierwszą z nich jest chyba nieco zbyt “dobyczona” postać młodej geniuszki komputerowej.  Drugim słabe cieniowanie postaci. Źli są źli to granic możliwości. Dobrzy są dobrzy, nawet jak stroją fochy. Można też znaleźć miejsca, gdzie fabuła nieco grzęźnie i trzeba wykorzystać cudowne możliwości dziecięcej bohaterki, żeby przygoda nie skończyła się w dość przewidywalny i krwawy sposób. Brawa również za wizję świata. Jest spójna, domyślana do najmniejszego szczegółu. I przerażająca. Ktoś powiedział kiedyś, że władza absolutna korumpuje absolutnie. W SeeIT mamy na to doskonały przykład. Władców tego świata trudniej nazwać inaczej jak zwyrodnialcami.

Podobno planowana jest druga część tej historii. Ale nie wiem czy po nią sięgnę. Świat przedstawiony przez Jagnę Rolską jest tak przerażający, że zupełnie nie mam ochoty poznawać jego dalszych losów. Bo, niezależnie w którą stronę podryfuje autorka ze swoimi bohaterami – mam wrażenie, że będę się czuła oszukana. Ta historia po prostu nie ma dobrego zakończenia. I dlatego wolę się zatrzymać wpół drogi.

 

__________________________________________________________________________________________________________________
Lashana

Zgadzam się z moją współrecenzentką – świat stworzony przez autorkę jest dość przerażający, niestety prawdopodobny i wewnętrznie spójny. Dobrze są też przemyślane konsekwencje rozwiązań technologicznych, co generalnie rzadko się zdarza i czym autorka ujęła mnie na początku książki. Niestety potem okazało się, że miłe (chociaż w kontekście tego świata jest to słowo bardzo dyskusyjne) złego początki.
Bo jak pierwsze kilka rozdziałów było znajome i mocno zalatywało Zajdlem (Paradyzja) i Orwellem (umieszczenie w fabule książki było trochę… obraźliwe dla czytelnika) w unowocześnionej i podkręconej wersji, tak potem zaczęło pojawiać się tam absolutnie wszystko: Zielona pożywka, Elysium, trochę Niezgodnej, szczypta Johnny’ego Mnemonica i dużo za dużo Matriksa. Zdecydowanie za dużo Matriksa. Przez kilka rozdziałów te inspiracje były dość mocno zarysowane, ale wkład autorski też był spory i powstała z tego ciekawa mieszanka. Niestety każde kolejne mające zszokować czytelnika rozwiązanie wyciągane przez autorkę, wywoływało raczej efekt grającej w głowie Maryli Rodowicz z „Ale to już było…”. Co generalnie nie jest dobrym podkładem muzycznym do czegokolwiek, a już zwłaszcza nie do SF. Mimo to świat, jako całość, mogłabym zaakceptować.
Większy problem stanowią bohaterowie, zaczynając od przepakowanej i marionetkowej wychowanki przedszkola, a kończąc na głównym złym tego uniwersum, który jest tak mroczno-czarny i strasznie-strasznie-zły, że szybko zaczyna być groteskowy (serio, Bond miał bardziej realistycznych przeciwników; szefowi rządu brakuje tylko białego kota do kompletu). Cały ruch oporu to raczej archetypy niż postacie, ale to akurat przeszkadzało najmniej, za to większość reakcji pilotów wywoływała facepalmy. Najbardziej prawdopodobni są profesor i Mary Sue, którzy wykazują się największym pomyślunkiem w tym towarzystwie. Ten zestaw wydmuszek prezentuje wszystkie możliwe warianty zachowań tak bardzo niezgodnych ze światem, w którym żyją i tymi fragmentami charakteru, które mają, że w okolicach trzech czwartych książki było mi zwyczajnie wszystko jedno co się komu stanie i dlaczego, i czy fabuła potoczy się zgodnie przewidywaniami, czy może jednak autorka mnie zaskoczy, bo jakiekolwiek prawdopodobieństwo poszło w diabły już dawno temu.
Niestety, zdaje się, że Autorka prezentuje typ autorów absolutnie dla mnie niestrawnych, znaczy mających podejście: jak piszę fantastykę i zgadza się sceneria, to już reszta nie musi, bo to fantastyka przecież.
Prosty język i krótkie, szkolno poprawne zdania są łatwe do przyswojenia, ale zdecydowanie nie zachwycają. A po książce, która dostała nominację do Zajdla spodziewałam się zdecydowanie lepszej warstwy literackiej.
W kontekście treści powieści trudno powiedzieć, że pomysł był „fajny”. Pomysł był lekko przerażający, ale problemem jest cała reszta – bohaterowie, to co się z nimi dzieje i jak na to reagują.
Odradzam zdecydowanie. Lepiej sięgnąć po oryginały i odkurzyć Zajdla lub Orwella.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *