Ee Susan – Angelfall (dwugłos)

angelI znowu mamy świat po apokalipsie. W ruinach budynków wyludnionych miast ukrywają się ludzie. Ci dobrzy i ci źli. Ci dobrzy usiłują przeżyć. Poszukują  jedzenia, leków, czegokolwiek co pozwoli  im przeżyć kolejny dzień. Ci źli też usiłują przeżyć. Kosztem tych dobrych. Jedni i drudzy ukrywają się przed aniołami. Bo tym razem apokalipsa przyszła całkiem dosłownie z nieba. Przynieśli  ją aniołowie. Do AngelFall przyciągnęła mnie okładka, inna od wszechobecnej sztampy w której na okładce jest albo dziewoja z obowiązkowymi  atrybutami:  mieczem/giwerą/motocyklem/tatuażem   albo facet zawinięty  w płaszcz, równie obowiązkowo patrzący spode łba.  Intrygujący był też opis, ale sami wiecie jak to z tymi opisami bywa – na okładce wielkie halo a w środku żenada.W końcu jednak zdecydowałam się publikację kupić.  Czy żałuję? Na razie nie, choć muszę od razu zaznaczyć, że AngelFall  jest książką dość nierówną . Trafiają się w niej  kawałki doskonałe, bardzo dobre, niezłe i całkiem kiepskie, a w dodatku przynajmniej kilka razy miałam wrażenie, że autorka  za bardzo się zapatrzyła na inne dzieła – i to zarówno książki jaki filmy.

Główna bohaterka o dźwięcznym imieniu Penryn dziwnie przypomina nam Katniss z Igrzysk śmierci.  Jest bowiem podobnie jak Katniss  zaradną nastolatką której przyszło się opiekować młodszą siostrą i niepoczytalną matką.  Tyle, że matka Katniss w którymś momencie otrząsnęła się z katatonii,  a jej siostra stała samodzielna.  Bohaterka Angelfall ma pod tym względem zdecydowanie bardziej pod górkę – jej siostra jeździ na wózku  inwalidzkim a matka jest schizofreniczką.  Katniss doskonale radzi sobie w lesie. Penryn od młodości szkolona w sztukach walki całkiem nieźle daje sobie radę i w mieście i poza nim. Obie dziewczyny są silne, niezależne i umieją dopiąć swego. Katniss wspiera Peeta. Penryn pomaga Raffe. Obie postacie męskie wypadają na tle pań bladawo. Drugą kalkę , tym razem z filmu znajdziemy na końcu książki – sceny w piwnicach przynajmniej mnie kojarzą się z 4 częścią Obcego, pomieszaną z fragmentami Laleczki Chucky.  To są niewątpliwe minusy książki. Teraz o plusach.

Książka utrzymana jest w dobrym szybkim tempie, akcja goni akcję, a postacie poza naprawdę nielicznymi wyjątkami  są dobrze napisane – wyłażą z tła i nie dają się zlekceważyć. Dotyczy to nawet postaci matki głównej bohaterki, a wierzcie mi nie jest łatwo w sposób wiarygodny opisać osobę chorą psychicznie. Co więcej – im głębiej w fabułę tym mocniej zaczynamy się zastanawiać,  jaką naprawdę rolę pełni w książce ta postać i jak to  jest z jej chorobą. Pozostawiona sama sobie przez Penrynn  jakimś siódmym  ósmym czy innym zmysłem potrafi podążyć  za swoją córką.  Zawiązanie akcji też jest dalekie  od sztampy.  Całe żeńskie  trio jest świadkami walki aniołów. Jeden z pierzastych dostaje łomot od kliku innych, którzy na koniec  odcinają mu skrzydła. Zanim jednak dojdzie do ostatecznej rozprawy w akcję miesza się Penryn, która chce umożliwić reszcie rodziny dotarcie do bezpiecznej kryjówki.   Zamiast cichcem przeczekać całą awanturę staje po stronie okaleczonego anioła.  Jej odwaga zostaje  brutalnie skarcona. Banda skrzydlatych porzuca co prawda swoją ofiarę, ale za to porywa siostrę ….. I naszej bohaterce nie zostaje już nic innego jak zabrać rannego anioła oraz jego skrzydła z ulicy w nadziei, że uda się go wymienić na siostrzyczkę. Od tego miejsca już i tak szybka akcja zaczyna rozwijać się wręcz galopująco. Mamy obowiązkowe pyskówki pomiędzy  bohaterką a jej nowym i niezbyt chętnym sprzymierzeńcem, dowiadujemy się co nieco o aniołach ( najwyraźniej nie wszystkie są do końca złe i gardzą ludźmi, regenerują się we śnie,  są niezwykle lekkie jak na osoby tak zbudowane,  odrąbane skrzydła można przyszyć, a miecze anielskie muszą zaakceptować działania tego kto po nie sięgnie.).  Intrygujący jest motyw  anielskiego gniazda – miejsca w którym anioły, tak gardzące ludźmi…. Tworzą sobie jakąś szokującą dekadencją enklawę,  w której odtwarzają zachowania ludzi. Jest w tym jakaś okrutna przewrotność, bowiem skrzydlate towarzystwo tak gardzące ludźmi jednocześnie się do tych ludzi dość rozpaczliwie  upodabnia. Nosi garnitury, baluje,  słucha ziemskiej muzyki i ma rzecz jasna całkiem ziemską przyjemność z ziemiankami.  Motyw anielskiego miecza i anielskich skrzydełek to bodaj najsłabsze elementy całej fabuły, dość mocno kłócące się z logiką

Przez całą książkę nie słyszymy niczego na temat tego jak  długo po amputacji skrzydła zachowują „przydatność  do przyszycia”. Co ciekawsze skrzydła można przyszyć zarówno ich właścicielowi jak i innemu aniołowi. Pod koniec książki oszukanemu przez swoich Raffemu (Rafaelowi) zostają przyszyte skrzydła demona. Miecz anioła ma swoją własną wolę. Jeśli uzna, że cel w jakim wyciąga go anioł, albo człowiek jest szczytny, daje się bez problemu podnieść i wspomaga właściciela w walce. Ba potrafi nawet wskoczyć właścicielowi sam do ręki. Jak nie to…. Figa . Nie podniesiesz żelastwa. I jak takie dobre miecze zgodziły się, żeby szatkować ludzi? Czemu Rafael po utracie skrzydeł jest dla swojego miecza dalej wystarczająco cacy, ale jak mu przyszyją nietoperze skrzydełka staje się be? Przecież nie zmieniło mu się serduszko prawda?

Po mimo tych niedoróbek, a nawet tego, że uważny czytelnik może już mieć podejrzenia co zaserwuje nam w kolejnych tomach autorka,  polecam jednak AngelFall do przeczytania. Jest na swój sposób świeże i odmienne od literatury określanej mianem postapo ( choć dla mnie to bardziej Urban fantasy). I wbrew temu co wypisują w sieci niektórzy recenzenci o brutalności i krwistości opisów  – to całkiem miłe czytadełko o sile wiary nadziei i miłości.

___________________________________________________________________________________by Lashana

 

Apokalipsa. Nie atomowa, nie biologiczna, ale jak najbardziej dosłowna – boska. Ale, całe szczęście, trochę na pół gwizdka. Najpierw są trzęsienia ziemi, powodzie i tsunami, a potem zastępy aniołów zaczynają mordować ludzi. Czterech jeźdźców ani sądu bożego (jeszcze) nie było. Kilka tygodni po anielskiej inwazji Penryn, razem z siostrą i matką, stara się znaleźć kolejne schronienie. Niestety tego dnia wszystko idzie nie tak jak powinno…
Pomysł z aniołami mi się spodobał, miał w sobie trochę świeżości i jest dość przewrotny. Reszta książki już nie jest ani oryginalna, ani przewrotna. Zacznijmy od głównej bohaterki: wszystko obserwujemy jej oczami, opiekuje się matką, ale uważa że rodzicielka jest kulą u nogi (bo jest), opiekuje się (niepełnosprawną) siostrą i zrobi dla niej wszystko, ma umiejętności wyjaśnione fabułą, ale bardzo rzadko spotykane wśród rówieśniczek, jest silniejsza i bardziej wytrzymała niż przeciętna nastolatka, nie jest wcieleniem szlachetności i miłosierdzia, posunie się do wszystkiego, żeby ratować rodzinę. Hmmmm…. Katniss co tu tutaj robisz? Igrzyska ci się znudziły?
Do tego mamy numer stary jak świat, czyli wróg mojego wroga jest moim przyjacielem i kilka dosyć dziwnych rozwiązań: miecz władający właścicielem; odcięte części ciała, które nie mają „daty ważności”, ruch oporu (całkiem jak w Terminatorze), stwory w próbówkach i dziwne, niewytłumaczone eksperymenty (Obcy, Uniwersalny Żołnierz), dziwne zachowanie aniołów (klub, laboratorium, przyszywanie i odcinanie skrzydeł).
Za dużo w tym wszystkim zapożyczeń i niedopowiedzeń i trochę za mało… emocji. Książkę odłożyłam w środku lektury na ponad tydzień i nie spieszyło mi się, żeby do niej wrócić – losy bohaterów były mi całkowicie obojętne.
Nie jest to co prawda najgorsze młodzieżowe postapo jakie zdarzyło mi się czytać, ale dobra książka to też nie jest. Ot takie sobie czytadło do pociągu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *