Szmidt Robert J. – Alpha Team (dwugłos)

alphaAutora znałam dotąd z całkiem niezłej Samotności Anioła Zagłady, więc za Alpha Team brałam się bez złych przeczuć, za to z nadzieją na kolejną całkiem niezłą postapokalipsę (co sugerowała nawet okładka). Niestety, po dwóch całkiem niezłych opowiadaniach snujących wizje świata „po”, a dokładniej Polski „po”  i jednym niezbyt udanym, autor w moim odczuciu wykonuje mentalnego fikołka i przenosi się w klimaty typowej fantasy, by na koniec znowu wywinąć fikołka i przenieść się w klimaty rodem niemalże z Obcego.Nie ukrywam, że mnie taka mieszanka niespecjalnie smakuje, bowiem przeplatanie postapo ze sparodiowanym fantasy średniowiecznym, fantasy współczesnym (aniołowie…) i space horrorem jest równie interesujące jak podawanie flaczków do kawy. Dzięki takiemu, w mojej opinii bardzo nieprzemyślanemu zabiegowi traci siłę to co jest niezaprzeczalnym atutem niemal każdego zamieszczonego w tym zbiorze opowiadania:  złośliwy humor i pomysłowość piszącego. A szkoda, bo z osobna niemal każde opowiadanie  to mała perełka. Zarówno Ognie w ruinach, będące wariacją na temat „chcesz władzy wywołaj wojnę” jak i „Mały” pokazują nam Polskę zrujnowaną atakiem nuklearnym. Tak, wiem, podobnych opowiadań powstało na pęczki cóż zatem jest  nowego w pisaniu Szmidta? To co najlepsze czyli zakończenie. Robert J. pokazuje nam jak można pisać – kiedy na sam koniec nagle wykręca logikę tego co się stało na lewą stronę i pokazuje nam już nie drugie ale wręcz trzecie czy czwarte dno. Tytułowy „Alpha Team” to dla odmiany wariacja na temat gry komputerowej opartej na Resident Evil i jednocześnie opowiadanie o którym nie ma co napisać. Równie nieudani są „Aniołowie”. Z opowiadań fantasy najbardziej udanym jest „Pogromca smoków” – oszczędne w słowach ale bardzo dowcipne opowiadanko udowadniające czytelnikowi, że słowo jest potężniejsze od miecza. Pozostałe opowiadania fantasy trzymają równy poziom, choć humor w nich nie jest już tak błyskotliwy, a ciągłe puszczanie oka do czytelnika po prostu nuży. Na koniec kilka słów o „polach zapomnianych bitew”. To opowiadanie bardzo kojarzyło mi się z kultowym Obcym 8 pasażerem Nostromo. Zwyczajne życie ludzi pracujących w kosmosie, będących tak naprawdę śmieciarzo – grabieżcami, brud, smród i wszelkie „uroki” pracy w puszce i nagłe odkrycie statku obcych. Co było dalej nie zdradzę, bo a nóż ktoś z was zechce się przekonać sam…

Reasumując: zbiorek bardzo nierównych i bardzo  różnych w klimacie opowiadań, czyli niedorobione danie z którego trzeba wydłubywać rodzynki.

 

____________________________________________________________________________________________________________ Lashana

 

Klęłam. Strasznie, długo, mało konstruktywnie. I na głos.
Wzięłam sobie książkę na podróż, dosyć grubą, żeby się nie nudzić. I co? I $^#^@^#, o!
Otwieram… hmmmm… Ognie w ruinach, znaczy wstęp do Apokalipsy wg Pana Jana, znaczy fanfiction do Autobahn nach Poznań. Czytałam.
Jedziemy dalej. Znaczy z lekturą jedziemy, bo autobus stoi przed bramkami na autostradzie…
Mały – znów postapokaliptyczny Wrocław, opowiadanie krótkie, ale z klimatem, pomysłem i fajną pointą. Zaczynam się rozpędzać (mój środek transportu całe szczęście też).
Alpha Team …. no takie Resident Evil do czytania z polskim akcentem. Ziewww. Świetni, kilkustronicowi Pogromcy Smaków, przy których poprawia się humor i moje nastawienie do książki. A potem…. Gavain i Umrzeć w La Monde… czyli Zaklinacz w kawałkach. Czytałam. Aniołowie, też czytałam, ale wyparłam z pamięci, więc przeczytałam jeszcze raz. I książka mi się skończyła, bo ostatnie opowiadanie Pola dawno zapomnianych bitew też już kiedyś czytałam.
No żeż! I co ja mam robić przez następne 4 godziny o drodze powrotnej nie wypominając!
Ale już na serio. Po pierwsze – mam nauczkę, żeby czytać spis treści. Po drugie – zbiór zawiera dziewięć opowiadań, przynajmniej osiem było publikowanych przedtem. W tym cztery wylądowały na dodatek w dwóch innych książkach. Tematyka jest od Sasa do Lasa – urban fantasy, postapo, klasyczne fantasy i kosmiczne SF. Ani to poukładane tematycznie, ani autor nie pofatygował się, żeby coś do zbioru dopisać, wydawnictwo nie pofatygowało się, żeby czytelników ostrzec…
Owszem, pomysły w większości fajne, czasem przewrotne, czasem z humorem i jeśli ktoś jest w stanie przeżyć mix gatunkowy (i nigdy nie czytał magazynów Science Fiction, Fantasy i Horror ani Science Fiction) to dostanie książkę średnią z paroma perełkami. Dla mnie niestety jest to bardzo wkurzająca kategoria pt. „Wyłudzanie pieniędzy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *