Wheeler Jeff – Królewskie źródło. T.1 Trucicielka królowej, T.2 Córka złodzieja

Seria wzbudziła we mnie dość mieszane uczucia, dlatego z recenzowaniem wstrzymałam się do lektury tomu drugiego. Teraz czeka na mnie tom trzeci, ale zdecydowałam, że dłużej z recenzją czekać nie będę, tylko już sobie trochę ponarzekam. Zacznijmy od tego, że książka reklamowana jest jako fantasy dla młodego czytelnika, ba wręcz pozycja o ciężarze „Gry o Tron”, skierowanej do młodzieży. Jak dla mnie nic bardziej błędnego. To, że bohatera opowieści poznajemy gdy ten ma 8 lat nie przesądza jeszcze o zakwalifikowaniu powieści do działu „młodzieżówka”.  Z fantasty też bym się zastanowiła,  chyba, że dla kogoś legendy arturiańskie to fantasy. No, niby mamy magię prawda? I czarodzieja… Litości… jeszcze trochę i dojdziemy do tego, że legenda  bazyliszku warszawskim to fantasy… . A jeśli chodzi o Grę o Tron, to na miejscu autora tego ostatniego wytoczyłabym wydawnictwu sprawę o zniesławienie. Królewskie źródło ma się tak do Gry o tron jak serwatka do wykwintnego sernika. Niestety to nie pierwszy raz kiedy wydawnictwo Jaguar dmie w reklamowe trąby kompletnie bez uzasadnienia.

Wracając jednak do samej powieści – tym co uderzyło mnie od pierwszych stron była dziwna zbieżność z historią Anglii. Im bardziej zagłębiałam się w historię opowiadaną przez autora tym  bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że  ktoś tu w najlepsze… splagiatował historię Anglii. A dokładniej historię rodu Yorków i króla Ryszarda III.  Opowieść zaczyna się w miejscu które dopiero później, ( gdy moje podejrzenia okazały się słuszne ) zidentyfikowałam jako wypaczoną wersję bitwy pod Bosworth. Autor daje w niej zwycięstwo Ryszardowi, o pardon Severowi i już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby fantazjować dalej. I pewnie nie byłoby w niej nic złego, gdyby nie… kompletny brak konsekwencji ze strony autora. Albo zmieniamy wszystkim bohaterom imiona i udajemy, że to całkiem nowa historia, albo zachowujemy wszystkie historyczne i bawimy się historią alternatywną jawnie i z podniesioną przyłbicą. A tak.. Król nazywa się Severn, ale jego doradca już… poprawnie historycznie Radcliffe.  Kraina z której pochodzi  nowy mistrz szpiegów to Genovar, ale już główny przeciwnik króla jest Okcytańczykiem. Nasz bohater Owen przyjaźni się Elysabeth Mortimer, król zaś ma w herbie białego odyńca…, czyli element tarczy herbowej Ryszarda III.Do tego mamy magię związana z wodą, sanktuarium Pani ( ekhem, czy tylko mnie się kojarzy z Panią z Jeziora?) i przepowiednie Myrrdina oraz legendarnego króla Andrew… (serio?, nie dało się bardziej kreatywnie? Przypomnę, że Myrrdin to ponoć literacki prawzór Merlina… ). I ta niekonsekwencja sprawiła, że przez cały I tom czułam się zwyczajnie oszukiwana, tym bardziej, że autor dopiero w posłowiu do tomu drugiego raczył się przyznać, że tworzył historię alternatywną.

O tomie pierwszym, prócz tego, że jest dla osób znających choć trochę historię Anglii irytujący, można powiedzieć również, że jest  prosty, by nie rzec prymitywnawy. Liniowa historyjka o dziecku które trafiło jako zakładnik na dwór króla, żyje w poczuciu ciągłego zagrożenia śmiercią, ale ma tajemniczą opiekunkę i równie tajemniczy magiczny dar. Ot, taka sobie opowieść , rzeczywiście dla dzieci. Gdyby nie wkurzająca maniera mieszania nazw prawdziwych z niezbyt wyszukanymi wymyślonymi czytało by się lekko, łatwo, przyjemnie. Jednym słowem typowa lektura podróżna, albo jak kto woli zapychacz czasu. Dla młodzieży i to młodszej.

Tom drugi, choć powiela większość tanich chwytów z tomu pierwszego, jest już nieco dojrzalszy pisarsko. Więcej tu intryg, spisków i strategii. Bohater podrósł i staje przed trudnymi wyborami. Ale nie zgodzę się z autorem który w posłowiu pisze, że wybory bohatera były, aż tak rozdzierająco trudne, że w trakcie pisania autorowi się ślozy lały.  Mnie się nie lały. Ja się nudziłam, głównie dlatego, że bohaterowie byli do bólu przewidywalni, intryga była intrygą chyba tylko dla autora, nad dialogami można tylko załamywać ręce… opisy zaś…. np. Szkotów (rzecz jasna tu nie zwących się szkotami) to popis sztampy i schematyzmu.

Książki przekażę bibliotece dziecięcej, bo dawanie ich nastolatkom do przeczytania to już chyba obraza tych ostatnich….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *