Ziemiański Andrzej – Pomnik cesarzowej Achai. Tom 3

pomnik-cesarzowej-achai-tom-3Liczyłam, że w trzecim tomie będzie: mniej dialogów, więcej akcji, więcej wyjaśnień, a postacie zaczną coś robić zamiast tylko płynąć z prądem. W końcu to już cała (druga) trylogia, wypadałoby, żeby w końcu się coś zaczęło dziać. Po dwóch tomach raczej nie było szans na jakiś dramatyczny zwrot w stylu i treści, ale miałam nadzieje, że chociaż część z moich życzeń się spełni.


Mniej dialogów – no niestety, nie bardzo, mam wrażenie, że z tomu na tom proporcja gadulstwa do akcji niestety wzrasta, tym bardziej że pojawiają się nowe postacie (które głównie gadają zamiast coś robić). A akcja… cóż. W tym tempie to w czwartej części akcja zacznie się cofać!
Co prawda miłe są złego początki i trzeci tom zaczyna się fajnym motywem kryminalnym, zahaczającym o morski horror, może trochę sztampowym, ale i tak wnoszący powiew świeżości. Niestety nadzieje czytelnika szybko się rozpływają, bo historia statku, z którym urwał się kontakt, zostaje wmieciona pod dywan i wraca dopiero na ostatnich stronach.
Tomaszewski i Kai niby jeżdżą z miejsca na miejsce i zwiedzają Arkach jak długie i szerokie, ale nie za dużo z tego wynika. Rand i Kadir płyną z prądem albo gadają. Generałowie i oficerowie przyjmują meldunki albo siedzą w burdelach, piją (przy obu okazjach) i gadają.
To może sytuację chociaż uratuje Shen, która notorycznie pakuje się w kłopoty i wyplątuje z nich najczęściej za pomocą strzelaniny? Niestety Shen ze swoimi przyjaciółkami postanawia przyczaić się trochę, a przy okazji przeprowadzić śledztwo w odległych prowincjach Arkach. Dzięki spokojnemu wątkowi udaje się wyjaśnić parę spraw, ale tracimy też szansę na wartką akcję.
To może chociaż coś się wyjaśniło? A owszem. Nawet sporo. Tylko, że z jednych wyjaśnień, podanych zaraz na samym początku, nic fabularnie nie wynika. A drugie – drugie niestety są jeszcze gorsze, bo pięknie wpisują się w zasadę: „uważajcie czego sobie życzycie, bo będzie wam dane”. Są tak mętne, nieprzekonujące i momentami urągające logice, że zniesmaczona odłożyłam książę i z trudem wróciłam do lektury, żeby przebrnąć przez ostanie 10 stron (bo, standardowo, coś dzieje się dopiero w ostatnim rozdziale).
Postacie mają coś robić a nie tylko płynąć z prądem? Niestety, nie bardzo. Shen i Kai w końcu podejmują jakieś decyzje, ale tylko osobiste (a decyzje niewiele akcji za sobą pociągają). A reszta dalej płynie. Nie wiem czy miał to być zamierzony efekt „małych ludzi rzuconych w wir historii”, ale nawet jeśli, to co za dużo to niezdrowo, bo tu wszechpotężny imperatyw narra… tego… znaczy duch historii miota wszystkimi w równym stopniu – od cesarzowej zaczynając przez oficerów i inżynierów po byłą kapral, co jest dosyć irytujące dla czytelnika.
Czego ja się jeszcze czepiałam w poprzednim tomie? Intryg? Tu pojawia się wątek walki wywiadów i rywalizacji armii, który chyba ma wprowadzać trochę niepewności, ale jest straszliwie poszatkowany i straszliwie irytujący – kolejny rozgrzebany wątek bez zakończenia, który (na razie) donikąd nie prowadzi, gdzie (kontr)intryga działa bez zarzutu, który wprowadza tuzin pobocznych postaci, ale tak naprawdę nic nie zmienia, bo przecież wiadomo, że Rand i Tomaszewski i tak sobie poradzą…
Całe szczęście w końcu wracamy do zawieszonego na cały poprzedni tom tytułowego wątku, co trochę ratuje sytuacje – tu chociaż trochę się dzieje i historie Wielkiego Lasu, Mereditha i Pomnika przywołują resztki klimatu Achai. Mamy trochę akcji, trochę niepewności, postacie które działają i planują, ale co z tego kiedy wszystko co ciekawe dzieje się znów na ostatnich stronach?
Resztki akcji w pozostałej części książki sprawiają wrażenie mocno chaotycznych i poszatkowanych. Czytelnik jest przerzucany z miejsca na miejsce: las – Neger Bank – las – statek – las – biblioteka – las – góry – las – morze i tak w kółko. Na dodatek we wszystkich tych miejscach bohaterowie głównie gadają, więc nawet trudno znaleźne jakiś punkt zaczepienia w akcji – mamy jeden wielki dialog, tylko głosy się zmieniają.
Czyta się to szybko, ale kolejne wątki zamiast zaciekawiać i przyciągać uwagę tylko irytują, kiedy po raz kolejny okazuje się, że nie wiadomo do czego prowadzą, albo zostają porzucone. Stare tematy są zawieszane, albo wytłumaczone tak, że ręce opadają, a postacie zamiast się rozwijać przechodzą w stan spoczynku – nie robią za dużo i są tylko pretekstem do pokazania nowej scenerii. Liczyłam, na jakąś akcje, ciekawe i barwne postacie, wartkie dialogi. Dialogi są o niczym, akcji nie ma, postacie są drewniane jak magazyn przy tartaku.
Straciłam ochotę na czwarty tom i już nie liczę na poprawę.
Zamiast być lepiej, jest gorzej. Omijać z daleka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *