Ted ma standardowe problemy nastolatki: klasówkę z matmy do poprawienia, upierdliwego młodszego brata, zbyt uważną matkę i pracę dorywczą, którą co prawda lubi, ale która zabiera czas. A do tego wstające z grobu nauczycielki i trochę marudne słowiańskie demony. No dobra, powiedzmy, że jej problemy byłyby standardowe, gdyby była Buffy.
I w sumie trochę jest. Zaczynając od nietypowego imienia (i niech ktoś mi wytłumaczy, jak z Teodory wychodzi Tosia? I czemu powiało Thornem?), charakteru twardej dziewczyny połączonego ze słabością do ciuchów i kosmetyków oraz problemów w szkole wynikających po części z nadnaturalnego zamieszania. Przez jedną przyjaciółkę i jedynego obecnego rodzica. Po fakt, że Ted, podobnie jak Buffy, nie chce mieć z nadnaturalną hałastrą wiele wspólnego. Główną różnicą jest to, że nasza licealistka nie ma nikogo eliminować, ma się demonami opiekować i być kimś w rodzaju mediatora, do czego zresztą, zważywszy na wybuchowy charakter, kompletnie się nie nadaje.
Mimo lekkiego braku oryginalności Welesówna, jako Buffy w małym polskim miasteczku, działa całkiem nieźle. Mamy tu dobrze zrobione przeniesienie słowiańskich demonów do współczesności i mimo kilku zgrzytów (wizja Leszego i zrobienie z Welesa amerykańskiego Jacka O’Lantern, których kompletnie nie kupuję) bestiariusz wpisuje się w rzeczywistość bardzo dobrze. Fajnie wypada też klimat małego miasteczka i jego wady i zalety. I chwała autorce, że nie poszła w stronę sielskości małych miasteczek. Dobrze działa też relacja z bratem i matką. Sama historia, mimo że niezbyt skomplikowana, oferuje parę zaskoczeń, chociaż niestety rozwiązanie głównej zagadki jest dosyć oczywiste.
Jest kilka nielogiczności, które trochę psują ogólne dobre wrażenie. Ale najbardziej psuje to wrażenie wątek romansowy. Którego po pierwsze mogłoby nie być i całość działałaby równie dobrze. A po drugie, wątek prawie zahacza o paragraf, a mimo to przyklaskuje mu radośnie cała wioska. Co jest mocno niepokojące.
Jako lekkie magiczne czytadło z wątkami słowiańskimi Welesówna spisuje się całkiem dobrze, jednak będąca w tym samym gatunku i wydana w podobnym czasie Licencja na czarowanie sprawdza się lepiej. Jednak Welesówna ma potencjał i z ciekawości sięgnę po drugi tom.

(2,5 / 5)