
(3 / 5)
Cadmus od dziecka jest niewolnikiem. I od dziecka był przyuczany, żeby być asystentem swojego pana – uczonego Tullusa. Jednak pewnego dnia uczony znika, za to pojawia się Tog – wysłana z wiadomością córka brytyjskiego wodza. A to wszystko to tylko zapowiedz kłopotów.
Jest tu sporo naprawdę fajnych motywów. Autor mimochodem pokazuje przy okazji budowy świata i przedstawiania czytelnikowi bohaterów przebłyski, które sprawiają, że świat staje się jednocześnie żywy i bardziej złożony. Czasem dostajemy scenkę, która pokazuje rozdźwięk między niewolnikami, czasem taką pokazującą różne podjecie panów do swojej własności, gdzie indziej trochę o tym z czym wiązało się bycie cywilizowanym rzymianinem, albo szybki rzut oka na zawartość kuchni. I tak dalej, i w tym stylu. Te wszystkie drobne smaczki są czytelnikowi pokazane, a nie tylko opisane. Tak samo zresztą jak charaktery postaci. Widać, że autor ma wprawę w pisaniu i dobrze przemyślał to, co chciał czytelnikowi pokazać.
Bardzo fajnie sprawdza się też kontrast Cadmusa – uczonego Rzymianina, który mimo niewolnictwa kocha idee Cesarstwa i Tog – zdecydowanie mniej cywilizowanej wojowniczki, która Rzymem gardzi. Chociaż trochę brakowało mi większej ilości nieporozumień i tarć, kiedy ta dwójka zostaje zmuszona do współpracy.
Fabuła, obracająca się dookoła starożytnych bohaterów i związanych z nimi artefaktów już niestety nie wypada tak dobrze. Po pierwsze w pakiecie z fabułą dostajemy Nerona – w klasycznym wydaniu beztalencia, furiata i szaleńca. Tak jakby innych cesarzy nie było. A po drugie całość zdecydowanie za mocno kojarzy się z Indianą Jonesem i zbierającymi skarby Hitlerowcami. Chociaż raczej ani jedno ani drugie nie będzie przeszkadzać młodszym czytelnikom, do których skierowana jest książka. Podobnie jak orzesznica (gatunek popielicy), która podróżuje z bohaterami, a której głównym celem są przerywniki, które sprawdziłyby się świetnie w animacji, w książce, cóż… sprawdzają się średnio.
Jednak największy problem mam z całokształtem, który mimo solidnych części składowych nie działa jak powinien. Bohaterowie, mimo że mają swoje charaktery, sensowne cele i tworzą dobry kontrast byli mi od początku do końca kompletnie obojętni. I mimo napięcia tworzonego przez autora ich losy zupełnie mnie nie obchodziły. Podobnie z fabułą – pomysł jest niezły, na sens w świecie przedstawionym, ale znowu – kompletnie nie obchodziło mnie kto wygra. Trudno mi określić czemu całość kompletnie nie wciąga i nie składa się w historie z żywym światem i bohaterami, którym chcemy kibicować, bo niby powinna…
Gdyby nie to, że bawiłam się świetnie podczas lektury Mysiej wieży, która wykorzystuje podobne motywy, bardzo podobnych bohaterów i jest skierowana do tego samego czytelnika co W cieniu bohaterów, to powiedziałabym, że po prostu nie jestem docelowym czytelnikiem. Ale jeśli książka jest naprawdę dobra, to bycie lub nie bycie docelowym czytelnikiem na prawdę nie ma znaczenia.
Sympatyczne, ale mimo wszystko mało wciągające czytadło.