Schwartz Gesa – Grim. Pieczęć ognia (dwugłos)

grim1Nawet kamienne stwory mają serce i emocje. Nawet gargulce, istoty z mroku potrzebują ciepła i przyjaźni. Nawet najbardziej dorośli i poważni ludzie potrzebują baśni, w które będą wierzyć. Czytaliście Pieśń łowcy? Ośmielę się powiedzieć, że Grim ma w sobie wiele z poetyki tamtej książki, a Gesa Schwartz zrobiła dla gargulców to samo, co Tad Wiliams uczynił dla kotów.  Po prostu kazała nam wierzyć.Wszyscy znamy gargulce. Są… nieodłącznym elementem architektonicznym każdego starego miasta w Europie. Ale czy tylko elementem architektonicznym? A co jeśli to żywe istoty? Istoty ze świata magii, których już nie możemy zobaczyć w ich prawdziwej postaci, bowiem działa na nas czar zapomnienia? Autorka zabiera nas w fascynujący Innoświat – krainę zamieszkałą przez liczne nacje, posiadającą własne prawa, służby, organizację, króla. Krainę, w której obowiązuje kastowy wręcz podział i niestety króluje nienawiść oraz przemoc. Niezbyt pasuje do bajki prawda? Dość szybko orientujemy się, że ludzie wcale nie mają w tym świecie dobrej prasy, choć magiczny świat przykrym trafem bardzo przypomina ludzkie społeczeństwo z jego najgorszymi przywarami: ksenofobią, walką o władzę, lizusostwem i zatruwającą wszystko pogardą dla innych. Grim, źle się czuje w takim świecie. Podobnie jak źle w ludzkiej realności czuje się Mia – ludzka bohaterka powieści. Oboje są pełni uprzedzeń do drugiego świata, tymczasem splot wydarzeń spowoduje, że to właśnie tej dwójce przyjdzie ratować Innoświat. Oboje będą musieli przebyć długą drogę, wiele się nauczyć, poznać swoje najgorsze i najlepsze strony i zaakceptować je. Bo bez akceptacji siebie – nie da się uratować niczego i nikogo. Gesa Schwartz przemyca nam w swojej powieści niejedną życiową i prawdę i choć możemy się złościć na styl w jakim je podaje (ach te gargulce, beznadziejnie patetyczno -poetyczne…), to nie możemy odmówić im wartości czy prawdziwości. Dwójka głównych bohaterów jest nakreślona niezwykle wyraziście. I Grim i Mia są pełni życia, emocji, często są wręcz humorzaści. Na naszych oczach dorastają, zmieniają się, kształtują. Nie sposób im nie kibicować. Nawet jeśli swoim działaniem niemożebnie czytelnika złoszczą. Nic dziwnego, że z takimi bohaterami fabuła toczy się wartko i nie pozwala czytającemu na odpoczynek czy nudę ( choć moim zdaniem w kliku miejscach autorka jednak lekko przegadała). Intrygujący jest też opis wędrówki przez krainy zmarłych. Niejeden autor na zejściu bohatera do podziemia poległ, albo przynajmniej solidnie się poślizgnął. Autorce udało się uniknąć epatowania obrzydliwstwami, wywinęła się zbytniemu mistycyzmowi, ominęła rafy dłużyzn.

Podsumowując Gesa Schwartz dała w swoim debiucie literackim czytelnikom wszystko to, co najlepsze w fantasy. Doskonale skonstruowany, rozbudowany świat, wyrazistych, przyciągających bohaterów, opowieść o walce dobra ze złem z obowiązkowym happy endem. Wędrówkę ku przemianie, zstąpienie do piekła i wyniesienie do nieba. Możemy się spierać, czy to jest high fantasy czy może już heroic fantasy. Dyskutować, czy wędrówka po świecie podziemnym i cały mistyczny smrodek był potrzebny czy też nie. Nic jednak nie zmieni faktu, że trudno nam będzie oderwać się od książki.

A ja zakochałam się z w gargulacach.  Nie tylko w Grimie także w wyleniałym, rozpaczliwie patetycznym Mortimerze.

 

_______________________________________________________________________________________________________________ Lashana

 

Baśń o gargulcach, które w dawnych czasach żyły i walczyły razem z ludźmi. Ale jak to w takich historiach bywa coś poszło nie tak – gargulce ukryły się w Innoświecie a na ludzi został rzucony Czar Zapomnienia, który uniemożliwia im zobaczenie magicznych istot.
Brzmi znajomo? Jeśli tak to znaczy, że kojarzycie Gargulce – serialową, dosyć poważną, produkcję Disneya. Pomysł jest więc niezbyt oryginalny, ale wykonanie jest całkiem niezłe.
Autorka powoli snuje intrygę i wprowadza nas w podzielony czarem świat (momentami nawet trochę za powoli) jednocześnie przedstawiając główne postacie. A kiedy już się wciągniemy akcja rusza z kopyta, główni bohaterowie się rozwijają, sekrety drugoplanowych wychodzą na światło dzienne, jest kilka zwrotów akcji i zaczyna robić się ciekawie.
Ludzie w Grimie wcale nie są kryształowi, ale magiczne społeczeństwo też ma swoje wady, które wyglądają bardzo znajomo. Grim momentami zachowuje się jak zbuntowany nastolatek, momentami jak słowiański bard, który chce „cierpieć za miliony”, a Mia, która rzeczywiście jest nastolatką jest ciekawym dopełnieniem wiekowego gargulca. Oboje się rozwijają, poznają siebie samych i siebie nawzajem – pod tym względem można nawet uznać Pieczęć Ognia za powieść drogi. Jednak klimatem, morałami i kilkoma znanymi chwytami fabularnymi bardziej przypomina rozbudowaną baśń, w którą ma się ochotę uwierzyć.
Jedyne co przeszkadzało w lekturze to bardzo podejrzana gramatyka, pourywane wyrazy i umierająca deklinacja – jednym słowem redakcja leży i kwiczy, ale to akurat nie pierwszy taki przypadek w tym wydawnictwie.
Bardo dobry debiut – przemyślany, rozbudowany, wciągający.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *