Delaney Joseph – Rytuał. Arena 13. Tom 2

Pierwszy tom Areny nie wywołał mojego entuzjazmu, ale jak już drugi stał na półce, to postanowiłam spróbować.
Próbować szybko przestałam. Dobrnęłam do połowy i nawet w imię napisania recenzji nie byłam w stanie zmusić się, żeby przebrnąć do końca, a to mi się generalnie zdarza bardzo rzadko. Jednak po przekopaniu się przez połowę miałam szczerze dość.
Bohaterowie podczas wakacji stracili te niewielkie strzępki charakteru które posiadali. Zresztą czemu w ogóle Leif ma wakacje? To nie jest szkoła, on się szkoli na wojownika, a od tego raczej trudno mieć wakacje. Leif zgubił gdzieś swój rozsądek, Kwin zgubiła zadziorność i bunt, a wszystko dzięki imperatywowi narracyjnemu pchającego ich na siłę w stronę miłości wielkiej, epickiej i kompletnie nieprzekonującej.
Patchworkowy świat niestety nie zostaje wyjaśniony. Gorzej – autor dokleja do niego kolejne elementy, oczywiście wszystkie mocno „deus ex machina”. Niektóre nawet dość dosłownie. Dodaje nowe wątki, które absolutnie niczego nie wnoszą i raczej irytują, zamiast dodawać coś ciekawego do konstrukcji świata czy historii bohaterów. Wątki napoczęte w pierwszym tomie jak zostały porzucone zaraz po tym jak się zaczęły, tak leżą do tej pory. Kolejne fragmenty świata niczego nie wyjaśniają. Raczej rodzą coraz więcej pytań i zamiast bardziej sklejać tę dziwną mozaikę niepasujących do siebie elementów poznanych w pierwszej części, rozrywają ją na jeszcze mniejsze kawałki.
W sumie jedyne do czego trudno by się było przyczepić to język, ale biorąc pod uwagę, że tłumaczyła to dzieuo Paulina Braiter, nie powinno to być żadnym zaskoczeniem.
W połowie miałam dość. Dość męczenia się z nudnymi, pozbawionymi charakteru postaciami, których los mnie nie obchodził. Dość prób składania nie trzymającego się kupy świata. I dość mnożących się wątków pobocznych, mających odciągnąć uwagę czytelnika od głównej fabuły, która stanęła w miejscu.
Jakby ktoś się masochistycznie chciał męczyć, to przypominam, że jest to trylogia. Ja ostatni tom zdecydowanie sobie daruję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *