Diakow Andriej – Za Horyzont

Powiadają, że jeśli książka jest dobra, to nie ma żadnego znaczenia czy to tom pierwszy, drugi czy n-ty. Każdy kolejny będzie się czytało tak samo dobrze. Jeśli to prawda, to Za horyzont, dobrą książką nie jest. Nie mogę się wypowiadać o całości serii, bo nie znam ( i po lekturze Za horyzont nie zamierzam poznawać) poprzednich tomów serii, ale ta część jest skażona wygaszaniem serii.  Nie wiem jak poprowadzona była fabuła w poprzednich tomach, w tym jest jest liniowo i zadaniowo do bólu. Od punktu a do punktu b. Przy czym możemy być pewni, że w każdym kolejnym „punkcie/węźle” fabuły zostanie nam zaprezentowana stosowna nawalanka, mniej lub bardziej brutalna. Rzecz jasna drużyna wyjdzie z niej zwycięsko i jeszcze sobie uzupełni zapasy. Zapasy to kolejna sprawa przy której logika chyba poszła się zdrzemnąć. W którymś momencie miałam ochotę poszukać informacji ile „pali” wyrzutnia którą poruszają się bohaterowie, przeliczyć pojemność cysterny i sprawdzić na ile to kilometrów starczyłoby rzeczywiście benzyny. Nie mówiąc już o tym, że bohaterowie sieją pociskami na lewo i prawo i najwyraźniej mają ich w swoim pojeździe nieskończone zapasy, bo się jakoś zużywaniem pocisków nie przejmują. No zupełnie jakby włączyli tryb „infinite ammo”.  I tak dalej i w tym stylu. Mogłabym podać więcej przykładów, logicznych inaczej, ale wtedy chyba musiałabym Wam opowiedzieć całą książkę, bo na dobrą sprawę co sytuacja to brwi lądują na czubku głowy.

Sami bohaterowie są… No właśnie. Są. Nie przyciągają, nie intrygują, nawet nie drażnią. Są tak papierowi, nijacy i pisani pod tezę, że nie ma jak się do nich ustosunkować. Nie wierzymy w ich wewnętrzne rozterki i przeżycia, nie wierzymy w ich radości, smutki i cierpienia. W dodatku Autor konsekwentnie „odbrązawia” swoich bohaterów, zmusza ich do palenia mostów (czasem bardzo wbrew logice), po czym wybija jednego po drugim. Trochę to naciągane, zważywszy, że ta powieściowa „rzeź niewiniątek” dziwnym trafem zaczyna się od postaci najmniej przydatnych dla drużyny Tarana. No jaki ten los łaskawy, że nie ubiło najpierw doktora czy pilota…

Podsumowując, Za horyzont to doskonała książka dla osób mających problemy z zaśnięciem. Można zacząć ją czytać od dowolnej strony a i tak uśpi czytelnika.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *