Jadowska Aneta – Dziewczyna z dzielnicy Cudów (dwugłos)

dziewczyna_z_dzielnicyJak dotąd przeczytałam tylko jedną książkę pani Jadowskiej – jej debiut literacki czyli Złodzieja Dusz. Nie zaiskrzyło między nami, nie padłam na kolana, a co więcej zaczęłam omijać książki tej autorki wielkim łukiem. Niezgodność charakterów wysoki sądzie…. Ale, że ludzie się zmieniają, a pisarze rozwijają postanowiłam dać autorce drugą szansę… Oj… zdecydowanie nie nadajemy na tych samych falach.Zacznijmy od tego, że autorka dalej eksploatuje temat wyżyłowany w polskiej i zachodniej literaturze do tzw. cna. Znowu mamy alternatywne miasto, miasto w którym włada magia, a  wszelkie unowocześnienia – czytaj elektronika mają się bardzo zdecydowanie z pyszna. Nasza bohaterka jest najemniczką pracującą dla zakonu, którego główną szefową jest jej mamusia – sportretowana ma się rozumieć jako wyjątkowo wredna suka. Tatuś głównej bohaterki też jest wysoce specyficzny….. Jednym słowem bohaterka wykazuje jak dla mnie zbyt wielkie podobieństwo do bohaterek z książek popełnianych przez Ilonę Andrews z jej słynnej serii Magia, lekko skrzyżowanych z bohaterką Jaye Wells. W efekcie, w trakcie lektury cały czas miałam wrażenie, że ja to już gdzieś czytałam! Przyznajcie sami, takie coś potrafi naprawdę zepsuć lekturę… Rzeczony zakon o którym już wspomniałam ma przypominać osławioną sekcję z serialu Nikita, a główna bohaterka nadaje sobie właśnie przydomek “Nikita”.

Jeśli pominiemy podobieństwa i zapożyczenia, pozostaje naprawdę niewiele. Nie świat, ale miasto po apokalipsie. Takiej niewielkiej, lokalnej i bynajmniej nie spowodowanej wojną ale magią. Apokalipsa która podzieliła miasto na pół i ciągle dzieli nie tylko miasto ale też rodziny. Bohaterka z trudnym dzieciństwem, traumatycznymi przeżyciami, zgorzkniał,a osamotniona, nie umiejąca przyjąć pomocy i wszędzie węsząca spiski. Znakomita zabójczyni podrasowana magicznie… Ziewacie? Słusznie. Fabuła się nie klei, Nikita niby działa, ale tak naprawdę to łazi i smędzi – co w rozumieniu autorki ma nam pozwolić na lepsze poznanie świata. Humorek jest tak cienki, że drze się w palcach, intryga zaś dla odmiany szyta jest tak grubymi nićmi, że wygląda jak frankenstein.  Jeśli dołożymy do tego papierowe dekoracje, zupełnie nieprzekonywujących bohaterów drugiego tła i czkawkę mentalną na temat poprzednich produkcji autorki ( wypominki o Dorze Wilk, które absolutnie nic do fabuły nie wnoszą, za to sugerują, że ach, och, nie zrozumiemy Nikity dopóki nie poznamy czemu się z Dorą pożarły – czyli łap czytelniku za poprzednie książki….) to wychodzi nam.. no co? Suchar Panie Dzieju!

Absolutny, 200% sucharek.

P.S. Mam też pretensje do wydawnictwa za dobór czcionki, oraz jej wielkość, które skutecznie utrudniały lekturę.

 

__________________________________________________________________________________________________Lashana

Złodziej dusz mi również nie przypadł do gustu. Za dużo w nim było Mary Sue i projekcji autorki, żebym była w stanie przełknąć kolejne tomy. Jednak językowo nie był to najgorszy kawałek sensacyjnej literatury, więc postanowiłam zapoznać się z Dziewczyną, którą podsunęła mi Atisza. Co prawda książka wręczana mi była z uśmiechem. TYM uśmiechem. Co nie wróżyło za dobrze, no ale…
Nikita nie jest co prawda projekcją autorki, ale za to jest próbą stworzenia Mary Sure składającej się głównie z wad, nieciekawych cech charakteru i sztampy filmowej – z dosyć udanym skutkiem. Znaczy wiemy, że bohaterka jest nie do ruszenia, ale da się jej kibicować.
Wracamy do alternatywnego świata znanego ze Złodzieja, jednak tym razem nie Toruń jest magiczny a Warszawa. Miasto jest niby bardziej oryginalne, niby ciekawsze. I zaczyna się podobać… i wtedy rozlegają się dzwonki alarmowe i wyobraźnia wyje na alarm: to już kiedyś było.
Przypływy magii, które mogą niszczyć, problemy z technologią, bohaterka ze specyficznym ojcem, szkolona od dziecka, hmmm… Kate Daniels, co ty tutaj robisz? A potem szybko się okazuje, że bohaterka zaczyna się rozłazić w szwach – jak jestem w stanie przełknąć tłumaczenie imienia Nikita, to już bardziej oficjalna przykrywka postaci jest w najlepszym razie… zabawna.
Sytuację trochę ratuje sama Dzielnica Cudów – miejsce ciekawe i klimatyczne, z mieszkańcami ciekawszymi niż nasza heroina. Szkoda tylko, że nie do końca wykorzystane.
Reszta postaci drugoplanowych jest trudna do przełknięcia – wieją sztampą, sztucznością, ilością tajemnicy i niedomówień przekraczając wszelkie normy. Fabuła jest szyta bardzo grubymi nićmi i trudno stwierdzić czy jest w niej czegoś za dużo, czy jednak za mało. Za mało wyjaśnień i tła fabularnego poświęconych kosztem za dużej ilości akcji, czy też za dużo tajemnic i niedomówień dzięki którym świat zaczyna się sypać. Na pewno było za dużo wtrętów i wspominków o Dorze Wilk, które były momentami równie subtelne co przebiegnięcie t-rexa przez plan komedii romantycznej.
Przyznaję, że Nikita wzbudziła więcej mojej sympatii i ciekawości niż Dora, a książkę czytało mi się mniej boleśnie, jednak podobnie jak w przypadku pierwszej serii autorki po kolejne tomy nie zamierzam sięgnąć.

P.S. Tak, czcionka jest wkurzająca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.