Kagawa Julie – Buntownik

1 out of 5 stars (1 / 5)
Drugi tom serii Talon przynosi parę zaskoczeń. Niestety, nie wszystkie są pozytywne.

Akcja pokazana z czterech różnych punktów widzenia pozwala nam poznać trochę lepiej zakon św. Jerzego i Talon, co lekko rozbudowuje bardzo umowny świat. Poznajemy też lepiej życie Rileya – uciekiniera starającego się wyciągnąć inne smoki z, nomen omen, szponów Talonu. To zdecydowanie sztampowy zły chłopiec jest główną i najciekawszą postacią tego tomu, a jego przeszłość jest jednym z istotniejszych wątków. Jak zresztą tytuł wskazuje.
Protagonistka z pierwszego tomu – Ember – schodzi na drugi plan i traci swój charakter (chociaż przez jego sztampowość nie za bardzo jest czego żałować). Jednak nadal pozostaje bardzo typową Mary Sue – wszystkie pozostałe kobiety znane z imienia są jej wrogami, a wszyscy faceci na nią lecą. Rozdzielenie fabuły na kilka punktów widzenia mogłoby być irytujące, ale tutaj działa całkiem dobrze – nie wprowadza zbytniego chaosu i trochę pomaga popychać akcję do przodu.
Niestety, dalej mamy smoczo-ludzką schizofrenię, gdzie smoki w ludzkiej postaci traktują swoją naturalna formę jak obcy, oderwany od nich byt. I dalej niektóre posunięcia tajnych organizacji z wielusetletnim doświadczeniem są co najmniej… wątpliwe.
Tym razem dostajemy dużo akcji, dzięki czemu ten tom nie jest tak upiornie nijaki i nudny jak pierwszy. Jednak połączenie trójkąta miłosnego i akcji, w której dwie strony chcą dopaść bohaterów momentami wychodzi trochę groteskowo – bo w końcu nie ma to jak spojrzeć sobie głęboko w oczy nad czyimś trupem. Albo myśleć o przytulankach lub ciężko wzdychać w środku ucieczki lub strzelaniny.
Niestety dialogi są równie koszmarne jak w tomie pierwszym, opisy mało plastyczne, świat mocno niedopowiedziany (chociaż już ciut mniej), trójkąt miłosny niestety kwitnie i zajmuje coraz więcej stron, a całość zdecydowanie nie porywa. Ale przynajmniej nie jest tak strasznie nudno.
Buntownika czytało się ciut lepiej niż Talon, ale nie na tyle, żeby móc go polecić. Nadal polecam raczej omijanie serii szerokim łukiem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.