Kisiel Marta – Oczy uroczne

Dom kupiony na Allegro, postawiony w środku niczego. Czytaj: w środku lasu. Bez wody, bez prądu. I, o zgrozo, bez zasięgu. Ale własny, z równie własnym psem i trochę mniej własnym czortem. Pies, co prawda, ma tylko trzy łapy, a czort wadę zgryzu, ale i tak jest pięknie.
Przynajmniej dopóki nie nadejdzie zimowe przesilenie – czas mrocznych przepowiedni, demonów i upiorów. Czas niepokojów, nawet dla tych, którzy nie za bardzo wierzą w całą resztę. Oda miała nadzieję na trochę spokoju, ale najpierw Roch zaczął jej tłumaczyć jakieś zabobony, a potem w przychodni pojawił się zdecydowany nadmiar poharatanych pacjentów…
Oczy uroczone są kontynuacją Szaławiły (za którą autorka dostała Zajdla), co widać bardzo wyraźnie – ten sam las, ten sam czort i ten sam klimat. Również to samo poszukiwanie tożsamości. Oficjalnie jest to też tom trzeci Dożywocia. Co może być trochę mylące, bo poza mniej więcej tym samym miejscem Szaławiła (ani Oczy) nie mają zbyt wiele wspólnego z Lichem. Po pierwsze nie jest to komedia (a przynajmniej nie całkiem). Po drugie nie jest to powieść (tylko) radośnie lekka. Po trzecie jest tu jakaś fabuła.
Humoru mamy tu w sumie niewiele – został on ograniczony głównie do szefa Ody i Bazyla oraz wady zgryzu tego ostatniego, chociaż nadal przy czytaniu udało mi się parę razy parsknąć śmiechem. Całe szczęście, tym razem jechałam na Pyrkon, a współpasażerowie zamiast się zastanawiać czy wezwać miłych panów z kaftanikiem tylko spoglądali ze zrozumieniem.
Poza przebłyskami humoru dostajemy klimat dość mroczny, ciężki i chwilami przytłaczający – horror w ciemnym, zimowym lesie ze słowiańskimi paskudztwami w tle. Co może dość mocno zaskoczyć, zwłaszcza tych, którzy naprawdę spodziewali się, że będzie to Lichotka – tom trzeci. Tych, co czytali Pierwsze słowo zaskoczy zdecydowanie mniej.
W tym wszystkim stara się odnaleźć Oda – z jednej strony racjonalny lekarz, z drugiej wiła-szaławiła. I idzie jej to kiepsko, bo Roch, jak zwykle, głównie milczy.
Jest to jeden z głównych problemów Oczu – większości, jeśli nie całości, tego galimatiasu, dałoby się uniknąć jeśli bohaterowie by ze sobą rozmawiali. Drugi problem, to główny czarny charakter tego tomu – oczywisty w zasadzie od pierwszych stron, na których się pojawia.
Dostajemy niezwykłą mieszankę: horroru ze szczyptą komedii, mrocznej opowieści z książką poprawiającą nastrój, powieści drogi dziejącej się w jednym miejscu i doprawionej piernikiem. Jest nawet miejsce na miłość i obróbkę skrawaniem, a jak twierdzą czorty – nie ma nic lepszego na tym świecie. I to wszystko razem świetnie się komponuje, a książkę połyka się w jeden wieczór. Widać też, podobnie jak w powieści Toń, że Marta Kisiel zostaje mistrzynią klimatu – i uzyskuje taki jaki w danej chwili sobie wymyśli.
Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *