Marta Kisiel – Dożywocie (dwugłos)

kisiel

Nie, to kryminał. I, na całe szczęście, także nie książka obyczajowa. No więc, co to jest? Teoretycznie Fantasy. A praktycznie?
Praktycznie to jedna wielka kpina ze wszystkiego i wszystkich. Z pisarzy, z agentów literackich, z wiejskich działaczy lokalnych, z miejskich pań z ambicjami, ze spotkań z czytelnikami, z naszej mizerii czytelniczej….. i tak dalej i w tym stylu, wyliczać można byłoby długo i radośnie. Lekko w stylu Mrożka i mocno w stylu Chmielewskiej. Autorka chce być zabawna i nawet jej to wychodzi, zasób złośliwego słownictwa ma imponujący, na lekcjach z języka polskiego nie spała, więc – co zdecydowanie rzadkie w dzisiejszych czasach – pisze nie tylko poprawnie stylistycznie ale i ładnie. Podsumowując – pozycja czytelnicza zdecydowanie nie dla ponuraków. Przeczytana w jedną noc, ku lekkiej irytacji męża budzonego co i rusz chichotami oraz kwikami radości. Lekka, łatwa, przyjemna, typowa książka na jesienny, chandryczny wieczór.

Jednak i w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu. Otóż opisywane tu czytadełko dziwnym trafem mocno przypomina książkę wiedźma.com.pl Ewy Białołęckiej. I tu i tu jest spadek. Spadek jest domem na onej wsi. I tu i tu w onym domku na onej wsi mieszkają stwory zdecydowanie nie z tego świata – mary zwidy oraz inne takie. W obu przypadkach główny bohater/bohaterka jest pisarzem(ką) niemal przywiązaną do laptopa. Dalej nie będę wyliczała, bo praktycznie opowiedziałabym Wam całą książkę, a w zasadzie dwie.

Rzeczona łycha paskudztwa nie przeszkodziła mi jednak ustawić „Dożywocia” na półce z ulubionymi książkami.

 

__________________________________________________________________________________by Lashana

Kto by nie chciał dostać domu w spadku?  A jeśli ten dom jest na zadupiu w środku lasu? Hmm… dla mieszczucha zrośniętego z laptopem to może być spory problem. Ale przecież teoretycznie może być gorzej… Jest gorzej. Lokum wygląda jak gotycki sen naćpanego architekta i ma lokatorów, którzy też są częścią spadku i wyrzucić ich się nie da. Zresztą kto miałby serce wyrzucić na bruk anioła, który jest uczulony na pierze i ma manie sprzątania, alleluja? Jakby anioła było mało w piwnicy mieszka tajemniczy Krakers zajmujący się gotowaniem i plaga nad plagi – duch romantycznego poety dziergający na drutach. Łazienkę notorycznie zajmują cztery utopce mające obsesję na punkcie higieny, a na życie bohatera czyha puchaty różowy królik.
Czy ktoś mógłby mi powiedzieć co autorka brała podczas pisania? Poproszę to samo. Do razu dwa razy. Pomysł spadku nie jest może zbyt oryginalny, tak samo jak bohater-pisarz i jego agentka, ale perypetie mieszkańców dworku i styl autorki sprawiają, że picie podczas lektury jest niebezpieczne dla życia i zdrowia. Dożywocie czyta się jednym tchem czekając w napięciu na kolejny szalony, surrealistyczny pomysł. Fabularnego napięcia jest niestety niewiele, a opowiadania są oparte głównie na zmaganiu się nowego właściciela Lichotki z jej (nie)żywą menażerią, ale przez załzawione ze śmiechu oczy trudno ten fakt zauważyć.
Świetna lektura na poprawę nastroju. Alleluja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *