
(1 / 5) Dawno temu pewien artysta wyśpiewywał ironiczne ” śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi”… Po lekturze „wspulnikow” mam ochotę zaśpiewać „pisać każdy może….”. Bo tym razem dzieło jakie przyszło mi czytać, jest zaiste wybitne. Może to jeszcze nie nagroda Blasku, ale naprawdę niebezpiecznie blisko. W zasadzie tuż, tuż.
Ale wiecie co mnie najbardziej zszokowało? Otóż fakt, że ta pozycja niskich lotów i polotu, mord na logice, dobrym smaku i bezguście literackie zebrało całkiem niezłe recenzje na lubimy czytać. O gustach się ponoć nie dyskutuje, ale dać temu „dzieuu” 10 punktów?! Serio?!!! Czytaj dalej »

(4 / 5) A gdyby tak wychować asasyna idealnego? Stworzyć wojownika doskonałego, intryganta mistrzowskiego, wychowanego w idealnie przygotowanym środowisku, posłusznego wpajanym zasadom do tego stopnia, że zabije bez mrugnięcia okiem najbliższe mu osoby? Że nie drgnie mu przy tym powieka, a zamiast żalu pozostanie jedynie zdumienie nad nielogicznością rozkazu? Czy taka osoba wypuszczona w realny świat naprawdę byłaby w stanie ukryć się w nim tak idealnie jak Rezkin? Czy byłaby w stanie funkcjonować jako przyjaciel? 

(3 / 5) Jeśli przeczytałeś/ łaś drogi Gościu tego bloga choć jedną książke Danielle Jensen, to tak naprawdę przeczytałeś je wszystkie. Taka dosyć smętna refleksja naszła mnie po przeczytaniu pierwszego tomu serii Mroczne wybrzeża. Znowu jak w 

