(4 / 5) Kocham książki w których bohaterem jest kot. I bardzo lubię książki napisane przez osoby z japońskiego kręgu kulturowego. A jeśli książkę z kocim bohaterem napisze Japończyk, to mamy niemal pewność, że będzie się ją dobrze czytało. Tak jak cudowne Kroniki kota podróżnika. Kiedy więc wpadła mi w rękę „Zaleca się kota” odłożyłam na bok wszystkie inne książki. I jak widać po ocenie – nie pożałowałam.Na początku muszę uprzedzić: jeśli ktoś spodziewał się magicznych albo mistycznych kotów, to się srodze rozczaruje. Bo koty w tych opowieściach… są. Po prostu są. Niemal jak element tła. Wbrew pozorom, to ludzie grają tu pierwsze skrzypce. ich emocje, ból, cierpienie, zagubienie, błędy, czasem zwykłe gapiostwo, częściej głupota. Trochę jak w Zanim wystygnie kawa.
W dziwnej wąskiej uliczce w Kioto, w miejscu do którego można trafić tylko z polecenia, przyjmuje dziwny psychiatra, którego zupełnie nie interesują problemy pacjentów. Nie słucha, nie pociesza, nie notuje i nie wygłasza mądrych życiowych rad. Niemal od razu wypisuje receptę. Receptę na kota. A równie dziwna pielęgniarka bez zbytnich ceregieli wręcza zszokowanemu pacjentowi kontenerek z „medykamentem” i kocią wyprawkę. I niemal wyrzuca delikwenta za drzwi.
Autorka bardzo umiejętnie buduje nastrój – atmosferę samotności, zagubienia, niezrozumienia. Bo jej bohaterowie gubią się w samych sobie. Ba, tak naprawdę tylko na tym są skupieni. Na własnym cierpieniu, bezradności, prawdziwych i wymyślonych krzywdach. I tu na scenę wchodzi kot. Albo kotka. Zwykły, prawdziwy, bardzo koci kot. Dopiero wtedy, gdy trzeba skupić się na kimś innym – żywej kosmatej kulce z własnym zdaniem i potrzebami, na niechcianym i niespodziewanym dodatku do tak nielubianego i bolesnego życia – dopiero wtedy życie bohaterów zaczyna nabierać sensu. Nawet, jeśli okazuje się, że kot jak to kot, potrafi solidnie narozrabiać. Na koniec zawsze okazuje się bowiem, że ten koci „armagedon” wcale armagedonem nie był. Ani kotostrofą. Był startem do czegoś innego. I takie jest według mnie przesłanie tej książki. Dopóki to ty stanowisz centrum swojego własnego zabagnionego życia, będziesz buksował w miejscu. I pogrążał się we własnoręcznie wykopanej tym buksowaniem dziurze. Jeśli chcesz ruszyć z miejsca -zajmij się kimś innym. Choćby kotem. Cichym i enigmatycznym. I zagubionym jak ty. Bo przecież nie jest łatwo być czyimś lekarstwem, prawda?
Polecam wszystkim, nie tylko kociarzom tę ciepłą, delikatną opowieść. Koty naprawdę potrafią zmienić świat. A w razie czego… zaleca się kolejnego kota.