Steven Erikson – Malazańska Księga Poległych T.1 – 4

mazanskaZaczytałam się w Malazańskiej Księdze Umarłych. Wszystkie inne książki poszły w kąt ( i to całkiem dosłownie), stosik do przeczytania liczy już sobie 27 książek a ja przebijam się przez kolejne tomy Malazańskiej. Na razie przeczytałam 4 pierwsze, każdy bagatela po 800 stron.  Gdybym miała do czegoś porównać tę sagę nad którą aktualnie przyszło mi się trochę pocić, to miałabym prawdziwy kłopot. Trochę jest bowiem podobna do Przygód Czarnej Kompanii – ale bije ją na głowę złożonością świata i konstrukcją, a także jest moim zdaniem znacznie lepsza pisarsko. Od Goodkinda i jego Miecza Prawdy jest znacznie bardziej wielowarstwowa a co za tym idzie  bardziej skomplikowana.  Jest zdecydowanie mniej political fiction niż Martin, a Jordana bije na głowę konstrukcją i prawdziwością  postaci.  Tak więc jest sobie opowieść w 10 tomach, niepodobna do niczego co zdarzyło mi się dotąd czytać. Skomplikowana jak czort. Miesza się w niej to co realne z tym co dzieje się na planach duchowych, teraźniejszość z przeszłością, jawa ze snem. Starzy bogowie chcą odzyskać dawne znaczenie, nowi chcą… zyskać na znaczeniu, ludzie mniej lub bardziej świadomie w te rozgrywki się mieszają – i najczęściej nie przynosi to im niczego dobrego. Oprócz ludzi swoje pięć groszy dokładają też rasy nieludzkie – Jaghuci, Tlan I`massowie, Tiste Andi i  Tiste Edur. Tych ostatnich od biedy można przyrównać, do elfów i mrocznych elfów, ale znowu… to nie tak, bo Tiste Andi okazują się być „jednopochwyconymi”  przemieniającymi się w smoki. Jednopochwyconych  czy jak byśmy powiedzieli inaczej zmiennokształtnych jest tu zresztą od tak zwanego groma.  I, żeby było trudniej – nie muszą zmieniać się  w jednego osobnika innego gatunku.  Im potężniejszy jednopochwycony w tym więcej  stworków danego gatunku może się zmienić. I jest to bodaj największa nielogiczność, a zarazem najbardziej irytująca rzecz w całej książce.  Bo skoro smoki są takimi  potężnymi jednopochwyconymi to czemu istnieją tylko w jednym „egzemplarzu” , a na przykład istota która zamienia się w szczura może zamienić się setki szczurów na raz, czy w watahę wilków? I jakim cudem taki jednopochwycony „wieloelementowy” po ubiciu kilku „elementów” może się się z powrotem przemienić i funkcjonować w jednym kawałku?! Na moją logikę to mu powinno tak tu i tm co nieco brakować….. Jak w każdej porządnej fantasy w „Malazańskiej” mamy również  potężne artefakty nad którymi panują tylko ci najsilniejsi. Albo… tylko im się wydaje, że panują, bo artefakty magiczne jak wiadomo mają obyczaj żyć własnym życiem i kręcić swoimi właścicielami jak im się żywnie podoba.

Podsumowując,  świat jaki kreuje Erikson jest światem pomyślanym z rozmachem, wielokulturowym, barwnym, wciągającym, momentami nieco irytującym przez swoją początkową pozorną chaotyczność i niezrozumiałość dla czytelnika. Wiemy, że dzieje się tu więcej niż jesteśmy początkowo zdolni zrozumieć, że toczy się jakaś dziwna gra, ni to polityczna, ni to magiczna i… nie chcemy za nic tej gry opuścić. Co więcej, doskonale napisane postacie bohaterów nie pozwalają nam na zachowanie obojętności czy postawy widza. Prawda, nie wszyscy są sympatyczni i mili, niektórzy solidnie wkurzają ( zwłaszcza Kruppe) przemądrzałością, inni są beznadziejnie naiwni, albo dla odmiany tak zarozumiali, że aż ma się ochotę, by autor sprowadził na nich jakieś nieszczęście które nauczy rozumu tego i owego… ale wszyscy,  niezależnie od tego, czy są ludźmi, nieumarłymi, reprezentantami pradawnych ras czy duchami – przyciągają.
Jednym słowem długggga, bardzo długa saga której nie da się ani odłożyć, bo tak wciąga, ani czytać do poduszki, z jak to mawiają jednym okiem zamkniętym – bo… na to jest zbyt skomplikowana.
Polecam.
I na koniec jedna rada – przetrzymajcie cierpliwie pierwszy, najbardziej  chaotyczny tom, bo  kolejne są coraz lepsze.

2 thoughts on “Steven Erikson – Malazańska Księga Poległych T.1 – 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *