Kornew Paweł – Przeklęty metal (Egzorcysta t.1)

Mam z tą książką problem. Przeczytałam ją już jakiś czas temu i nijak nie mogę się wziąć za recenzowanie. Pozostawiła mnie z tak mieszanymi uczuciami, że nie wiem, szargać ją, czy polecać. Najbardziej przeszkadzał mi w lekturze chaos. Nie wiem czy celowo, czy po prostu „tak wyszło”, ale na początku autor wprowadza sporo zamieszania przeskakując od postaci do postaci, niczego do końca nie tłumacząc, ale jednocześnie nie pozostawiając za dużo miejsca na domysły. A, że rzecz dzieje się naraz w kilku państwach miszung robi się piekielny i mocno denerwujący. Główny bohater, Sebastian zaraz na początku wpada we własną pułapkę i z  najemnika- szpiega staje się egzorcystą, jednocześnie władcą i ofiarą wypędzanych demonów. Zanim jednak czytelnik zdoła się do niego przyzwyczaić , autor niczym pasikonik wykonuje hyc gdzie indziej i miesza w wątkach jak w piekielnym kotle. Powiązania między postaciami widać, ale  bardzo jakoś mgliście i w  efekcie trudno je do kupy poskładać. Doszło nawet do tego, że poirytowana bałaganem sięgnęłam po kartkę papieru i zaczęłam sobie tworzyć mapkę krain i powiązania ludzi. Owszem, można i tak, ale jakoś nie po to sięgam po stosunkowo lekki gatunek jakim jest fantasy, żeby prowadzić nad książką analizy geograficzno – postaciowe. Mam nadzieję, że w drugim tomie autor jednak postara się wspomóc czytelników mapką, bo zupełnie nie mam ochoty na kolejne badania z gatunku kto tu kogo robi w konia i dlaczego.

Fabuła, to (poza wspomnianym już bałaganem) political fiction z dodatkiem sił nieczystych. Krainy przedstawione w książce nad wyraz mocno nękane są przez demony i diabły wszelkiego rodzaju, mocno dające się ludziom w kość. Tak mocno, że aż powstał zakon egzorcystów parających się wyganianiem nieproszonych gości z opętanych nieszczęśników. Jest też konkurencja dla egzorcystów, czyli egzekutorzy. Bowiem, jak nie trudno się domyślić – nie istnieje jedna doktryna czym są i jak się pozbyć mrocznych potęg.  Co gorsza nie wszyscy chcą się ich pozbywać. I tu wkraczamy na tereny polityki, walki wywiadów, intryg i wszelkich innych świństw i draństw nieodmiennie związanych z walką o władzę.

Co do głównego bohatera – dalej nie mam jasności jak go powinnam usytuować. Nie wiem, czy Sebastian to ofiara spisku,  czy może jednak ofiara własnej zarozumiałości. A może po prostu człowiek zaplątany w tryby polityki. Jedno określenie nie pasuje do do niego na pewno. Sebastiana nie można określać mianem „zwykłego” człowieka. Co to, to nie. Jest sprytny, zaradny i… tu bym zdradziła wam za dużo. To postać którą musimy polubić i docenić. Postacie wykreowane przez autora to zresztą jedna z jaśniejszych stron Przeklętego metalu.

Nie powiem Wam jeszcze czy sięgnę po drugi tom. Zwyczajnie tego nie wiem. Chyba muszę jeszcze raz przeczytać tę książkę, może wtedy się zdecyduję…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *