Sedgwick Marcus – Królowa cieni (dwugłos)

krolowa_cieni Tak książka z trudem poddaje się jakiejkolwiek ocenie. Na powieść jest za krótka. Na opowiadanie za  długa. Moim zdaniem Królowa cieni plasuje się gdzieś pomiędzy rozbudowanym szkicem powieści, a etiudą literacką. Z jednej strony ciekawi, intryguje i niepokoi z  drugiej pozostawia niedosyt i pytania bez odpowiedzi. No i jak tu ją zrecenzować?! Zacznijmy od przypomnienia faktu: nie jestem wielką fanką modnych książek o gryzulcach.  Jeśli już wampiry, to w stylu Anny Rice, a nie Stephenie Meyer, czy ostatnio recenzowanej na łamach bloga Jeaniene Frost.  Królowa cieni w pewnym sensie ten postulat spełnia. Wampiry jakie zaprezentował nam Marcus Sedgwick nie są wymuskanymi pięknisiami o nadludzkich mocach. To istoty z rumuńskich legend i podań, często zniekształcone przez oznaki śmierci, nienawidzące wręcz żyjących. Można z nimi rozmawiać, ale trzeba pamiętać, że ich jedynym celem i marzeniem jest odebranie człowiekowi życia i tylko to ich interesuje. Namiętność, uczucia, emocje? Zapomnij! Żyjesz więc należy ci to życie odebrać. Kropka.
Cała książka przesiąknięta jest klimatem lęku, niepewności, zagrożenia. Główny bohater przez większą część akcji szapie się pomiędzy przeczuciami, lękami, poczuciem osamotnienia, przerażeniem, niewiedza i bezradnością. Coś się dzieje, ale ludzie wokół albo nie chcą z nim o tym rozmawiać, albo go lekceważą albo..  I to mi się w pracy Marcusa Sedgwicka podobało. Niełatwo jest zbudować takie napięcie nie popadając w skrajności. Podobało mi się również wplecenie w fabułę „ludowych” metod walki z wampirami, znacznie moim zdaniem ciekawszych niż osławiony czosnek czy osikowy kołek. Czego mi brakowało? Wyjaśnień. Do końca książki nie dowiadujemy się kim jest tajemnicza królowa cieni, co spowodowało, że najwyraźniej się obudziła. Możemy się tylko domyślać kim jest Zimowy władca. Nie wiemy czego nie włączył się do walki z wampirami. Czyżby przestał istnieć? Irytowało mnie również zbytnie uproszczenie postaci. Tak wiem, że postacie w legendach i podaniach nigdy nie mają zbyt bogatego życia wewnętrznego, bo uosabiają bardziej idee niż żywego człowieka,  ale mimo wszystko Peter i kilku innych bohaterów denerwują swoją papierowością.

Podsumowując – dziana to książka nie książka. Intrygująca. I z podwójnym dnem.

_______________________________________________________________________________________________Lashana

Przyznaję bez bicia, że ta książka kojarzy mi się z lekturą szkolną – sporo folkloru, wieś zabita dechami i niewielka objętość. Jak się można domyśleć skojarzenie budzi głównie negatywne odczucia.
Prościutka fabuła, pourywane wątki i nadmiar pytań, które pozostały bez odpowiedzi oraz ledwo zarysowani bohaterowie kojarzą się raczej z baśnią, tylko morału tu nie znajdziemy. Zakończenie, które nijak nie chce się dobrze skleić z całą resztą też nie pomaga. Nie przepadam też za książkami, których gatunek można określić jako… nijaki – nie jest to ani powieść grozy, ani obyczajówka pseudo-historyczna, ani fantasy… Klimat też jest bardzo podobny, znaczy nijaki.
Z drugiej strony doceniam odkurzenie starych mitów i skompilowanie ich tak, żeby powstało coś nowego, z czym współczesny czytelnik jest w stanie bez bólu się zapoznać. Chociaż Wit Szostak popełnił opowiadanie oparte na bardzo podobnym motywie, dziejące się na polskim podwórku i osiągnął zdecydowanie lepszy efekt, zarówno jeśli chodzi o klimat jak i o bohaterów.
Królowa zdecydowanie mnie nie wicągnęła ani nie zachwyciła. Chociaż doceniam tradycyjne podejście do wampirów całość ciężko jest polecić – jednak bardzo poważnych wad książka nie ma, po prostu jest trochę za mocno…nijaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *