Ryan Antony – Trylogia przymierza stali (T.2 Męczennik)

3.5 out of 5 stars (3,5 / 5) Drugi tom Trylogii Przymierza stali w sposób w zasadzie niezauważalny zmienia się z powieści łotrzykowskiej w political fiction. Sami nie wiemy kiedy, to, co w Pariasie było w miarę prostą historią człowieka z nizin, który chce przeżyć i w tym celu czepia się silnych kobiet (Męczennica Sylda, Prorokini Evadine) zmienia się nagle w skomplikowaną historię podszytą pytaniami o tolerancję, fanatyzm i manipulację. Kiedy utalentowana i charyzmatyczna przywódczyni biedoty, zbuntowana przeciwko światu, który ją odrzuca uznając za obłąkaną, zmieni się w żądną władzy i potęgi królową? Czy Joanna d’Arc ( na której bardzo wyraźnie wzorowana jest zmartwychwstała męczennica) też zamieniłaby się  w postać rodem z koszmarów? Czy tylko Alvin Skryba był ślepy na sygnały nadciągającej zmiany? Czy to zakazany ratunek, czy to zakazana miłość tak zmieniły Evadine? Czy może to niezwykłe wydarzenia które stały się udziałem Alvina w ziemi Kaerytów otwarły mu oczy na prawdziwą prorokinię?

To właśnie ta niejednoznaczność jest jest najmocniejszą stroną powieści Antony’ego Ryan’a. Świat który przedstawia nie jest czarno biały, ani oparty na prostej opozycji dobry zły. Nie jest też oparty na rozróżnieniu: kto z nami – ten dobry, kto przeciw – ten zły. Szybko bowiem okazuje się, że w kompanii Alvyna jest więcej niż jeden bandyta z sumieniem,a ci najbardziej pokręceni przez życie potrafią być najbardziej lojalni. A ci szlachetni, herbowi itd, zdolni są do największych draństw, W tomie drugim rozkręca się też w najlepsze wojna. A autor nie oszczędza ani swoich bohaterów ani czytelnika. To nie jest wygładzona wersja wojny. Nie oglądamy epickich starć z lotu ptaka. Tu naprawdę możemy uwierzyć w lejącą się krew, pękające kości i fruwające dookoła flaki.  Wojna nie jest ładna i autor nie zamierza nas przekonywać że jest inaczej. Prócz krwi i flaków mamy też ukryte pytania, kiedy wojna o wiarę zamienia się w wojnę o tron i zasoby.

Sama fabuła jest bardziej rozbudowana niż w tomie pierwszym, cały czas coś się dzieje, a zabieg przeniesienia Skryby na ziemie kaerytów sprawia, że  opowieść przestaje być tak przeraźliwie liniowa jak w tomie pierwszym. Przyznaję, że nieco się zdziwiłam kiedy sobie uświadomiłam nagromadzenie wydarzeń , bo akcja nie galopuje jakoś przesadnie do przodu, przynajmniej w moim odczuciu.

Jeśli chodzi o bohatera, to Alwyn Skryba zdecydowanie wydoroślał i dojrzał. I mocno odczuł brzemię odpowiedzialności jakie na nim spoczywa. Co nie zmienia faktu, że w dalszym ciągu potrafi popełnić koszmarne, ba wręcz głupie błędy, waha się momentami zbyt długo,  zamyka oczy na oczywiste sygnały a czasami ich zwyczajnie nie dostrzega. Toteż momentami solidnie mnie irytował i nie udało mi się go polubić. No i dlaczego niby ma być męczennikiem? Chyba, że za męczeństwo uznamy wysłuchiwanie kazań prorokini i platanie się u jej boku. Bo  Evadine… jest w dalszym ciągu papierowa, nierzeczywista, nudna jak flaki z olejem i przesłodzona jak turecka chałwa. Bardzo trudno jest uwierzyć w jej charyzmę i umiejętność porywania tłumów za sobą. Kilka próbek mów Męczennicy jest zwyczajnie słabych. Komunały, banały, bla, bla. To ma porwać ludzi? No jakoś nie kupuję tego.

Podsumowując – drugi tom nie jest lepszy od tomu pierwszego, mam wrażenie, że mimo szybszej akcji jest nawet od Pariasa słabszy. Za dużo political i prawdziwego życia, za dużo rozterek filozofowania i cierpienia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *