Flanagan John – Zwiadowcy. Księga 4. Bitwa o Skandię

Czwarty tom Zwiadowców zaczyna się chwilę po wydarzeniach z tomu trzeciego. Arlen z towarzyszką dotrwali w górach do początków roztopów, a wyprawa ratunkowa jest coraz bliżej granicy Skandii.
Trzeba przyznać, że jest lepiej i to pod każdym względem. Po pierwsze, sporo się dzieje, mamy podchody, przygotowania do wojny i intrygi w tle, co jest bardzo przyjemną odmianą. Po drugie, autor już całkiem przestał udawać, że mamy średniowiecze, a że zachowania bohaterów zdecydowanie bardziej pasują do pseduośredniowiecznego fantasy, nie ma irytującego rozdźwięku między tym co twierdzi autor, a tym co widzi czytelnik. Bohaterowie też nie są już tacy czarno-biali jak na początku i zaczynają mieć trochę więcej dylematów, a ci młodsi powoli zaczynają dorastać. Pomaga też to, że Skandianie nigdy nie byli rycersko szlachetni. Do tego autor wyciągnął z kapelusza Mongołów (przepraszam, Temudżynów), dzięki którym trudno się nudzić.
Czwarty tom czytało się lekko, szybko i przyjemnie, bez wszechobecnej nudy obecnej w tomie trzecim i bez niedociągnięć z tomu pierwszego. Jest to jak do tej pory najlepszy tom z serii, co nie zmienia faktu, że jest to seria dla (raczej młodszej) młodzieży, ze wszystkimi jej uproszczeniami.
Całkiem przyjemne czytadło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *