
Czy zdarzyło się Wam kiedyś w trakcie lektury złapać za głowę i poprosić logikę oraz zdrowy rozsądek, żeby siadły sobie gdzieś w kąciku i nie wydzierały się za głośno, bo mimo wszystko chcecie przeczytać książkę do końca? Mnie coś takiego zdarzyło się właśnie przy lekturze Korony… Kiedy zaczęłam ją czytać – już na początku dość nerwowo przejrzałam notkę o autorce zastanawiając się jednocześnie co też zażywa i w której aptece to sprzedają. Ale kiedy skończyłam książkę nie byłam już tak rozeźlona.
Przede wszystkim trzeba docenić autorkę, że odważyła się ruszyć na tereny zajęte dotąd przez takie tuzy jak Bunsch, Gołubiew , Zofia Kossak czy po części Kraszewski. Ukłon należy się jej również za fakt iż na tapetę wzięła mało znany i trudny ze względu choćby na ilość wątków schyłkowy okres rozbicia dzielnicowego. Czytaj dalej »

(4 / 5) Kiedy oglądamy seriale policyjne – zwłaszcza te zachodnie, nie da się nie zauważyć jak wielką pomocą w dochodzeniu może być doskonała praca laboratorium kryminalnego. Wspaniałe laboratoria i metody zwłaszcza w zestawieniu z siermiężnymi metodami i możliwościami naszej policji mogą wywoływać tylko jęk zazdrości. Tymczasem, jak przekonuje nas lektura stulecia detektywów – to w Europie narodziła się współczesna kryminalistyka. Na 700 stronach niełatwej lektury czytamy o początkach systemów identyfikacji, o tym jak rodziła się medycyna sądowa, o niełatwej drodze jaką musieli przebyć toksykolodzy sądowi zanim ich odkrycia zostały zaakceptowane, czy wreszcie o narodzinach balistyki sądowej. 



